– Downton Abbey, s05e04, szósta minuta
Dotarło do mnie wczoraj, że świat jest pełnych ludzkich dramatów i właściwie nie mam co się nad sobą rozczulać. No bo właściwie to dajemy radę, a nasze życie tak bardzo się nie zmieniło. Wszystko toczy się dalej. Dziś miałam np. spotkanie z szefem placówek światowych u nas w regionie i może (MOŻE) coś z tego wyjdzie. Przede mną wypełnianie jakiś wniosków, podań, ale prawdziwy bigos się zacznie dopiero jak coś z tego co zaplanowałam wypali. Czuję lekki niepokój jak zawsze gdy porywam się na coś o czym nie mam pojęcia, ale w gruncie rzeczy nie ma znaczenia jak to wszystko się skończy. Temat mnie na chwilę porwał i jest dobrym punktem wyjścia do nowego etapu. Na razie jednak jestem jeszcze na poziomie „chaos” 😉

<><>
Kręcę się wieczorem po domu i słyszę, że z ciemnego pokoju dziewczyn coś słychać. Zaglądam, a to Lilka do siebie gada:
- A po ile jest lizaczek? A dwa lizaczki? A guma?
Więc pytam:
- Lilu, ktoś w sklepiku szkolnym tak kupował?
- Tak.
- Też chciałabyś tak kupować?
- Tak. Ale nie mam pieniędzy.
- No to pomyślimy…
Naprawdę z niecierpliwością czekam aż zamkną nam ten sklepik. Łucja ciągle od kogoś pożycza i potem komunikuje, że trzeba oddać, a ta marzy by też tam kupować :)) Dobrze, że jutro w szkole dzień zdrowego żywienia i dzieciaki mają mieć w śniadaniówce tylko warzywa i owoce 😉
