W ramach projektu: W każdym miesiącu coś do domu, dziś doszedł czajnik! Ceramiczny. Z czajnikiem była długa historia. Cztery lata temu zepsuł się poprzedni. Był to okres przedświąteczny, wydatkowy, więc woda była zagotowywana w garnku. Przez chwilę. Przyuważyła to babcia Rurka i powiedziała: My akurat sobie wymieniliśmy, więc zanim kupicie sobie nowy, może używać nasz stary. Jest trochę zniszczony, nie ma sitka, ale działa. Zawsze to lepsze niż w garnku gotować. Aaale, jak z to z prowizorkami bywa został na lat wiele. Po drodze nawet chciałam kupić, bo pojawiły się akurat ceramiczne, a na taki nie nie wyrażał zgody Diabli. Bo mają małą pojemność (fakt) i są drogie. No, ale z drugiej strony wodę w czajniku zawsze zagotowuję na 2- max 3 filiżanki i nastawiam na nowo. Tamte roznoszę, a kolejne zalewam świeżym wrzątkiem.
W jednym ostatnio odkrytym sklepie, który mnie zachwycił wyjątkowo smacznymi granatami (i od tamtej pory lubię tam rano po bułki zaglądać) pojawiły się czajniki. W gazetce były trzy wzory, bardziej podobał mi się folkowy, ale robiłam zakupy z Lilką i ona wybrała różyczki. No i taki jest. Trochę z przekory (w końcu to MÓJ czajnik), a poza tym cena była świetna. Wygląda zdecydowanie lepiej niż poprzedni, wodę zagotowuje szybko, rączka się nie nagrzewa, czego się obawiałam a pokrywki nie trzeba trzymać przy nalewaniu. Pojemność ma o połowę mniejszą niż poprzedni, ale te ceramiczne są małe, bo są ciężkie. Łucja, która sobie sama robi czasem kisiel mówi, że w poprzednim nalewała wodę do piątki, czyli pół litra – więc jej ten rozmiar też wystarczy. Teraz tylko patrzę, że chlebnica z poprzedniej epoki też jest do wymiany :))

Lilka miała wczoraj pasowanie na czytelnika. Trzeba przyznać, że szkoła oswaja z galami i mianowaniami jak mało która instytucja 😉 No a od dziś zaczynamy codzienne czytanie. Panna NIE czyta, a bardzo by chciała. Wychowawczyni twierdzi, że progres w literowaniu przebiega prawidłowo, ale może uda się jakoś przyspieszyć?
