Jestem.
W ferworze spotkań i wspomnień. Naprawdę jest to dla mnie ważne i cenne, że jestem w tym wszystkim z nimi. Rodzina Diabla to ludzie gwałtowni w słowach, pochopni w decyzjach, ale też żywiołowi i emocjonalni w jakiś taki dziki (to zaleta!), cygański sposób. Dużo jest niekontrolowanej rozpaczy i łez (moich również), ale przeplata to się to z żartami o zmarłym. Że zaraz wstanie i będzie się awanturować gdzie pilot (np.) To wszystko są bardzo prawdziwe i pomagające zachowania. Dzięki temu wydaje mi się, że pogodzeni przechodzimy dalej… Dobrze, że są małe dzieci. Uwaga ciągle koncentruje się na nich i na tym jak i im tę straszną wiadomość przekazać i ułatwić jej przyjęcie.
<><>
Czas gna i leci. Wczoraj zrobiłam sobie z dziewczynami naszymi i sąsiedzkimi Andrzejki. Wróżyłyśmy imię przyszłego oblubieńca: Łucji wyszedł Olek z klasy Lili, Lili wyszedł Jędrek z klasy Łucji i ustawiałyśmy buty (Łucja wygrała). Lany był wosk: Łucji wyszła korona, Lili serce (tej miłości nigdy nie za wiele), a mi igloo, albo patrząc z drugiej strony miska 🙂 Bardzo mi oba te symbole pasują. Zarówno zimny z zewnątrz, a gorący w środku domek, jak i naczynie, które można zapełnić.












