Przedszkolak na medal!

Kolejny mały człowiek zdobył tytuł… Tym razem Prawdziwego Przedszkolaka! Uroczystość odbyła się w przedszkolu, impreza była zamknięta, ale panie robiły zdjęcia, więc dowód na wydarzenie jest. Mieszko jest wielkim miłośnikiem przedszkola. Lubi tam jeść, choć on do jedzenia bardziej jak Łucja niż Lila i uwielbia panią kucharkę. Ceni sobie towarzystwo, lubi popołudniowe drzemki i niesamowicie się przez te półtora miesiąca rozwinął. Widziałam ten skok u dziewczyn i widzę u niego. Trochę łobuzuje. Pani mówi, że potrzeba mu przysłowiowej męskiej ręki, bo szuka męskiego towarzystwa i łatwo znajduje sobie w nim wzory do naśladowania, ale niekoniecznie są to wzory dobre. Zdarza mu się stać w kącie, bo czasem kogoś kopnie („bo ktoś kopnął jego” 😉 ,albo przedrzeźnia (to podpatrzył u Łucji). Codziennie wraca z jakąś piosenką. A to „My jesteśmy krasnoludki”, a to „Wielu nas potrzeba do pieczenia chleba” :))

Zdjęcia są podobne, ale młodzieńca widać i widać, że bawi się dobrze!

A dziś mają wycieczkę do lasu, na miejsce gdzie była jakaś powstańcza bitwa (chyba). Mieli przynieść znicze do przedszkola i 9-tej autokar ruszał. Bardzo lubię takie akcje, nie wiem jak w tym roku nam wyjdzie Wszystkich Świętych, więc cieszę się, przedszkole myśli o takich rzeczach. Ciekawe było natomiast jak załadowałam taśmę w supermarkecie i obok siebie leżały wampirze zęby i znicze…

„Kobierzec” (na październik)

Spotkałam się dziś z Lutką na przekazanie kluczy. Dziadki chociaż mieszkają na dwa domy, kota już sobie na nowe włości przewieźli. Ale jak wyjeżdżają to kot, jako zwierzę nie lubiące podróżować, zostaje. Z kotem btw. ciekawa sprawa. To taka kocia emerytka, lat z 17-ście i nowe miejsce pokochała. Wychodzi do ogródka, nie gubi się w nim i jest świetnym przykładem, że zmiany służą każdemu. Ale jak Lutka jedzie do męża, bo zaplanowana miesiące temu wizyta u lekarza (tego w nowym miejscu jeszcze nie obczaiła), albo impreza; do kota trzeba podjechać. W miniony weekend podjeżdżałam ja.

Spotkanie umyśliłyśmy sobie koło centrum handlowego. I wciągnęła mnie mamuśka do sklepu z dywanami, by pokazać mi taki, który kiedyś widziała. Oczywiście go już nie było, ale trafiłyśmy na astronomiczną wyprzedaż dywanów… Taką absolutnie niesłychaną! I leżał tam dywan, o który zapytałam sprzedawcę, co z nim jest nie tak i czy ma dziurę z tyłu, że cena jest o 90% niższa… Ale nic mu nie dolegało!!! I Lutka nie zastanawiając się dłużej dywan MI kupiła. Wylądował sobie w pokoju dziewczyn zastępując granatowy chodniczek. 

Jest cudnie. Nareszcie panny będą miały ciepłą podłogę i nic na podłodze nie będzie się zwijało!

projekt: kultura

Byłam dziś na zajęciach dla dorosłych 😉 Tzn. dzieciaki gdzieś tam były ogarniane, a ja zupełnie znienacka wpadłam pomiędzy osoby organizujące zajęcia teatralne dla dzieci, pedagogów i ludzi sztuki. Konkluzja burzy mózgów i artystycznych idei była taka, że przedstawienie w przedszkolu to horror. Są komponowane tak by zaspokoić rodziców. Oni zresztą tego wymagają. To pomiędzy nimi toczy się rywalizacja o najdłuższą i najtrudniejszą rolę. A teatrzyki „reżyserowane przez dzieci”*  są infantylne i niewiele mówiące o samych dzieciach.

*bo to dorośli tworzą próbując się wczuć w umysł i skojarzenia dziecka – wizualizując obraz dzieciństwa idealnego

Było o tym, że puenta dziecięcych pokazów powinna być bardziej dowolna i przy organizowaniu dobrze jest dać dzieciom wolną rękę to same ubarwią spektakl tak, że będzie to dla nas i dla nich ciekawsze. Strasznie odkrywcze to spotkanie, próbuję to sobie poukładać, ale na wszelki wypadek zapisałam całą trójkę na blok zajęć w lutym.

I znaleźliśmy książkę zaczętą latem. Była w walizce Mieszka. Mali Zwycięzcy Ossendowskiego. Ależ myśmy się tego oszukali! Trójka rodzeństwa zagubiona na pustyni Szamo w początkach XX wieku. To dzięki niej Mieszko latem zamarzył, że chce się nauczyć łowić ryby! 🙂

mgła/

Znowu rano zaspaliśmy. Ta pierwsza zmiana w szkole jednak jest nie jest idealna. Budzik sobie nastawiam na 6:30, ale jak zadzwonił, to szybko wyłączyłam, żeby dzieci mi nie obudził. I natychmiast opadłam na poduszki spowrotem… NA szczęście o siódmej przyszedł esemes z paczkomatów (gadżety na halloween schodzą) i mnie obudził 🙂 

Jutro za to można pospać dłużej. Mgła zalała mlekiem wszystko wokół, więc spać się będzie dobrze i długo  🙂 Tylko czy Intersteller to dobra propozycja na taki wieczór? Może lepsza będzie Ona z moim ulubionym Joaquinem Phenixem?

Nowe życie starego

Byłam w weekend u znajomych… Wszystko mają w domu cudne. Mają porządek (nie lubię robić, ale lubię mieć), niezniszczone meble, błyszczącą łazienkę i niezasierścione dywany. Zaciekawiła mnie ich kanapa. Bo to jest kanapa, którą podobnie jak my, mają od lat dziesięciu… I okazało się, że oni po prostu oddali ją do TAPICERA! Byli zadowoleni z kształtu, funkcjonalności i rozmiaru. Więc po prostu obili na nowo!

Pomysł genialny. Jakoś tak sobie w głowie układałam playlistę zmian w domu to kanapa z fotelem były punktem obowiązkowym. Ale też jestem zadowolona z kształtu i rozmiaru. Jeśli miało by być coś nowego to właściwie identyczne… Więc można to po prostu obić! Wstępne telefoniczne sondy mówią, że koszt będzie maksymalnie połową ceny nowego, więc brzmi to świetnie. Muszę tylko zapanować nad dzięcięcymi nawykami goszczenia się (jak mnie nie ma) na kanapie i na wiosnę, czemu nie?

I był czarodziej od pralki. Do wymiany kołnierz, silnik i grzałka. Czyli prawie wszystko. Aaale,  3/4 zwraca mi ubezpieczenie, więc wymieniam. Damy jej drugą szansę. Tej pralce 🙂 Pasuje idealnie, pierze dobrze, więc należy się jej :))

<><>

Macie demota 😉

My fave

Mój hakerski geniusz jest jednak wielki i klikając, restartując i odzyskując udało mi się w końcu kompa uruchomić. Żeby nie było idealnie niemalże równocześnie (bo dziś o godzinie 13-stej) poszła pralka, ale czarodziej od AGD ma przybyć w ciągu trzech dni, więc załóżmy, że będzie to do soboty, a nie 3 robocze i że naprawa będzie w stylu: O tu się Pani kabelek obluzował.

No więc odzyskałam. Przez tą dobę najbardziej było mi żal, nie outlooka, bo nie mam zaległych meili, nie zdjęć, bo te zrzucam regularnie na dysk zewnętrzny, nie dokumentów, bo w sumie bieżąco ważnych jest niewiele… LECZ linków w zakładkach! Siedzę teraz taka uszczęśliwiona i włóczę po tych kreatywnych oazach… Jest tyle niesamowitych blogów i sklepów i portali i kobiet, którym chce się dłubać i tworzyć! Linknę Wam jeden, gdzie właśnie wyczaiłam piankowe pickery do babeczek i uroczą wielgachną urodzinową kartkę :))

Prawdziwa kobieta jest jak dojrzały brie. Puszysta, sprężynuje, a miejscami śmierdzi

Pudłaki, 2D wersja

Dzień Nauczyciela to tradycyjnie już dzień wolny od szkoły. Pojechaliśmy więc do Lutki na nowe włości, a potem do kina (babcia wyciągnąć się nie dała, bo korzystając z ostatniego dnia słońca postanowiła GRABIĆ liście). Na Pudłaki. Nawet przyjemne 🙂 Potem pognaliśmy natomiast do drugiej babci na urodzinowe ciasteczko.

A teraz padł mi komp, więc pozwólcie, że wracam do bezmyślnego klikania, bo może jakoś uda mi się go jednak uratować :(((

Uczeń mianowany NR 2

Dziś Lila miała pasowanie na ucznia 😉 W przeciwieństwie do Łucji, uznała, że wielki ołówek jest lekki. I uroczystość jej się podobała :))

Szkołę lubi. Co już podkreślałam, wydaje mi się, że odpowiada jej zadaniowość szkoły. Jasne polecenia i sztywny grafik (lekcja, przerwa, obiad). Ma bardzo dużo zapału do zadań domowych. Najpierw ćwiczy na brudno, a dopiero potem jak przepisuje do zeszytu. Idea pisania jej się podoba i pisze swoje książki… Rysunek na całą stronę i jedno zdanie, które muszę jej litera po literce przedyktować.

Podoba się jej klasa (i sala, i dzieci), uwielbia wychowawczynię i jest bardzo dumna, że już chodzi do szkoły. Nie kojarzy jeszcze wszystkich kolegów i koleżanek po imieniu, ale np. dziś rozmawiała z jednym chłopcem z osiedla o Spidermenie 🙂

Na sportowo cały październik!

Kontynuując zalecenia ortopedy rozpoczynamy kolejne regularne zajęcia sportowe. Mają więc panny 3x w tygodniu w-f w szkole, balet w poniedziałki i Łucja korektywę we wtorki (w szkole przed lekcjami). No, a w niedzielę naprawdę z samego rana będą… łyżwy! Na lodowisku jest jeszcze w miarę pusto, ruch zacznie się w połowie listopada, więc mamy nadzieję, że do początku grudnia złapią o co w tym chodzi i będzie można się już przenieść na zwykłe lodowiska. 

Idea ma sens. Panny mają łyżwy od ubiegłorocznej gwiazdki i na łyżwy chodziliśmy z nimi przez dwa miesiące. Z nami jako instruktorami. I nie złapały. Jazdy na ślizgawkach mijały na trzymaniu bandy lub nas, regularnie z morzem łez. A marcu wygrałam wejściówkę na naukę jazdy na łyżwach i okazało się, że jak zabrali się za to profesjonaliści to na jednej lekcji  dziewczyny zrobiły większy skok niż przez wszystkie nasze wspólne wyjścia. 

Łyżwy będą działką Diabla. Ja w tym czasie wyprowadziłam kundla, obudziłam i ubrałam Mieszka i ruszyliśmy w stronę reszty rodziny. Ale nie do nich 😉 Razem z Młodym pojechałam na zajęcia dla 3-5 latków. Opowiadanie bajek i szukanie skarbów

Zajęcia chwilę trwały, więc na część warsztatową dojechały do nas dziewczyny!

I to właściwie miało być tyle… Tyle, że wracając do domu przyuważyliśmy na torze to moto-crossu zawody. Poszliśmy więc i tam popatrzeć 🙂 

Był namiot z malowaniem buzi, którą to rzecz dziewczyny maniakalnie uwielbiają, więc się pomalowały 😉

No, ale jak pewnie się domyślacie, te bezmierne ilości wzbijanego piachu stwarzały nieskończone możliwości utytłania i tak też zakończyliśmy niedzielne atrakcje 🙂