koniec października

Bardzo, bardzo dużym wsparciem jest to co napisałyście 🙂 Wszytko się zgadza. I to zadaniowe podejście i niepotrzebna ambicja. Przyszło mi dzisiaj do głowy, że bałam się że los mi coś szykuje. Głowiłam się tygodniami, dlaczego ktoś na górze postanowił dwa lata temu bym złamała sobie nogę. Czemu to miało służyć? Czym zawiniłam?? Ale refleksją, którą wyniosłam z tego beznadziejnego i pasywnego okresu, jest że tak długo jak normalnie funkcjonuję dam sobie radę. Że życie jest super jeżeli masz siły z niego korzystać. I więcej:  miałam czasem myśli, jak wszystko było idealnie, że boję się, żeby coś się nie zmieniło. Że ja już nie chcę nic więcej od życia, bylebym miała to co mam. A tu jednak ktoś wymyślił, że mam chcieć więcej 🙂 I tej myśli, że może z tego coś dobrego wyjść, bo przecież wszystko ma jakiś sens, będę się trzymać. Tyle dostałam pozytywnych sygnałów, że nie mogę ich nie zauważyć. Np. przeprowadzka dziadków. Ja obecnej rewolucji nie planowałam, baa, jak wiecie miałam nadzieję, że to się ułoży. Dziadki o niczym nie wiedziały. Ale postanowiły się przeprowadzić i to że mam ich blisko to ogromna ulga. Nie jestem sama. Nie mówiąc już o tym, że nareszcie mi pasjans wychodzi jak ustawiam na siebie.

Tymczasem mamy dynie. Jedną straszną, drugą serduszkową (córki zamówiły sobie taką u tatusia). A do południa zrobiłam z dzieciakami zaproszenie na Halloween.