Zawsze mnie rozwalało, że jak rozpadał się związek najważniejsze co było to ustalanie co i ILE , kto i komu jest winien. Pamiętam o tym nawet pisałam z 8 lat temu. Że w naszym społeczeństwie problem finansów jest na tyle istotny, że robi się go najważniejszym. Nikt nie myśli, że oto rozpadła się rodzina, że dzieci mają niepełną rodzinę, że będzie to ich obciążać na całe życie, TYLKO wałkuje się czy finansowo się utrzymają. I to się nie zmieniło. W moim altruizmie najchętniej bym się na to wypięła. Ja nie chcę nic. DAM SOBIE radę. Nie chcę zniżać do poziomu „walki o kasę”. Dziadki mnie wojowniczo buntują, że to nie chodzi o mnie, a o to by dzieci miały dobrze, ale czuję się lepiej będąc ponad to. Aczkolwiek ta duma pewnie w którymś momencie brutalnie ze mnie zejdzie.
Lecz najbardziej potrzebuję drugiego człowieka obok. Taka sytuacja: dwa dni temu dzieciaki się kąpały w wannie. Najpierw wyjęłam panny, ubrałam, poszłam do ich sypialni, położyłam Łucji kompres na kolano, a w tym momencie ryk. Mieszko, który został sam w wannie wziął szklany słój z kamykami i go upuścił. Słój się zbił, a szkło rozcięło mu palec. Nie się nie stało, ale jak wpadłam do łazienki siedział w różowej wodzie. I w takich momentach przydaje się ktoś, kto pomoże. Gdybym (GDYBYM) musiała z nim jechać do szpitala, dziewczyny musiałabym zostawić same. A przecież one też się tym wystraszyły.
Ale udało nam się ustalić grafik. Diabli ma wpadać do dzieci w poniedziałek (właśnie zabrał panny na basen), w czwartek (który będzie ruchomy) i w niedzielę (łyżwy dziewczyn, a potem może jakaś zajęciówka dla całej trójki). Wczoraj dzień nam się nie udał. Zajęcia owszem były super, ale poziom wzajemnej wrogości zniszczył cały dzień. I to było fatalne i trzeba to dopracować. Dziś widzę emocje opadły i znowu jest spokojny i chce jutro (zamiast czwartku) wpaść na wycinanie dyni.
<><>
Fotosy z wczoraj. Sztuka współczesna. Zabawa w detektywów, łączenie różnych struktur i nareszcie grupa wiekowa Łucji.






