Dałam Wasylowi kryształ

 -Lilka dalej tnie w Pet Shopy…

Przypomniała mi się dzisiaj pani Jola. Mieszkaliśmy latem u niej na pojezierzu Drawskim. Pominę to, że miała piątkę dzieci, a pomiędzy nią a jej mężem było tyle żaru jakby poznali się wczoraj. On chadzał rano w jej szlafroku, a ona rano śpiewała do niego przez okno 🙂 Niezłe, nie? Ale najbardziej podobała mi się jej życiowa postawa. To była królowa chaosu i ja nie mam pojęcia jak ona ogarniała hotel, wesela, piątkę dzieci i dziesiątkę wnuków… I jednej jej akcji, która określała ją całkowicie, nie zapomnę… Miała jechać gdzieś tam z pracownicami. Siadły do auta pozapinały się, ona wskoczyła za kierownicę, a silnik tylko cicho zachrząkał. Zakręciła kluczykiem jeszcze raz i to samo. No nic! Wyskoczyła z auta i krzyknęła:

  • Weźmy jeepa! Aaa.. nie ma jeepa… Weźmy beatla! 

Jak nie a, to be, ja nie be, to ce. Proste nie?

I weekendowy demot. Mistrz kamuflażu 😉