Kolejny mały człowiek zdobył tytuł… Tym razem Prawdziwego Przedszkolaka! Uroczystość odbyła się w przedszkolu, impreza była zamknięta, ale panie robiły zdjęcia, więc dowód na wydarzenie jest. Mieszko jest wielkim miłośnikiem przedszkola. Lubi tam jeść, choć on do jedzenia bardziej jak Łucja niż Lila i uwielbia panią kucharkę. Ceni sobie towarzystwo, lubi popołudniowe drzemki i niesamowicie się przez te półtora miesiąca rozwinął. Widziałam ten skok u dziewczyn i widzę u niego. Trochę łobuzuje. Pani mówi, że potrzeba mu przysłowiowej męskiej ręki, bo szuka męskiego towarzystwa i łatwo znajduje sobie w nim wzory do naśladowania, ale niekoniecznie są to wzory dobre. Zdarza mu się stać w kącie, bo czasem kogoś kopnie („bo ktoś kopnął jego” 😉 ,albo przedrzeźnia (to podpatrzył u Łucji). Codziennie wraca z jakąś piosenką. A to „My jesteśmy krasnoludki”, a to „Wielu nas potrzeba do pieczenia chleba” :))
Zdjęcia są podobne, ale młodzieńca widać i widać, że bawi się dobrze!




A dziś mają wycieczkę do lasu, na miejsce gdzie była jakaś powstańcza bitwa (chyba). Mieli przynieść znicze do przedszkola i 9-tej autokar ruszał. Bardzo lubię takie akcje, nie wiem jak w tym roku nam wyjdzie Wszystkich Świętych, więc cieszę się, przedszkole myśli o takich rzeczach. Ciekawe było natomiast jak załadowałam taśmę w supermarkecie i obok siebie leżały wampirze zęby i znicze…
