Spotkałam się dziś z Lutką na przekazanie kluczy. Dziadki chociaż mieszkają na dwa domy, kota już sobie na nowe włości przewieźli. Ale jak wyjeżdżają to kot, jako zwierzę nie lubiące podróżować, zostaje. Z kotem btw. ciekawa sprawa. To taka kocia emerytka, lat z 17-ście i nowe miejsce pokochała. Wychodzi do ogródka, nie gubi się w nim i jest świetnym przykładem, że zmiany służą każdemu. Ale jak Lutka jedzie do męża, bo zaplanowana miesiące temu wizyta u lekarza (tego w nowym miejscu jeszcze nie obczaiła), albo impreza; do kota trzeba podjechać. W miniony weekend podjeżdżałam ja.
Spotkanie umyśliłyśmy sobie koło centrum handlowego. I wciągnęła mnie mamuśka do sklepu z dywanami, by pokazać mi taki, który kiedyś widziała. Oczywiście go już nie było, ale trafiłyśmy na astronomiczną wyprzedaż dywanów… Taką absolutnie niesłychaną! I leżał tam dywan, o który zapytałam sprzedawcę, co z nim jest nie tak i czy ma dziurę z tyłu, że cena jest o 90% niższa… Ale nic mu nie dolegało!!! I Lutka nie zastanawiając się dłużej dywan MI kupiła. Wylądował sobie w pokoju dziewczyn zastępując granatowy chodniczek.
Jest cudnie. Nareszcie panny będą miały ciepłą podłogę i nic na podłodze nie będzie się zwijało!



