Na sportowo cały październik!

Kontynuując zalecenia ortopedy rozpoczynamy kolejne regularne zajęcia sportowe. Mają więc panny 3x w tygodniu w-f w szkole, balet w poniedziałki i Łucja korektywę we wtorki (w szkole przed lekcjami). No, a w niedzielę naprawdę z samego rana będą… łyżwy! Na lodowisku jest jeszcze w miarę pusto, ruch zacznie się w połowie listopada, więc mamy nadzieję, że do początku grudnia złapią o co w tym chodzi i będzie można się już przenieść na zwykłe lodowiska. 

Idea ma sens. Panny mają łyżwy od ubiegłorocznej gwiazdki i na łyżwy chodziliśmy z nimi przez dwa miesiące. Z nami jako instruktorami. I nie złapały. Jazdy na ślizgawkach mijały na trzymaniu bandy lub nas, regularnie z morzem łez. A marcu wygrałam wejściówkę na naukę jazdy na łyżwach i okazało się, że jak zabrali się za to profesjonaliści to na jednej lekcji  dziewczyny zrobiły większy skok niż przez wszystkie nasze wspólne wyjścia. 

Łyżwy będą działką Diabla. Ja w tym czasie wyprowadziłam kundla, obudziłam i ubrałam Mieszka i ruszyliśmy w stronę reszty rodziny. Ale nie do nich 😉 Razem z Młodym pojechałam na zajęcia dla 3-5 latków. Opowiadanie bajek i szukanie skarbów

Zajęcia chwilę trwały, więc na część warsztatową dojechały do nas dziewczyny!

I to właściwie miało być tyle… Tyle, że wracając do domu przyuważyliśmy na torze to moto-crossu zawody. Poszliśmy więc i tam popatrzeć 🙂 

Był namiot z malowaniem buzi, którą to rzecz dziewczyny maniakalnie uwielbiają, więc się pomalowały 😉

No, ale jak pewnie się domyślacie, te bezmierne ilości wzbijanego piachu stwarzały nieskończone możliwości utytłania i tak też zakończyliśmy niedzielne atrakcje 🙂