Nie wiem czy grabić liście, czy rozstawiać basen…

– rzucił refleksyjnie sąsiad przez płot…

My wybraliśmy jednak to pierwsze. Skoszona została trawa, bo 20-go po raz ostatni w tym roku zabierają zielone i zasadzony został hibiskus. Trzeba by jeszcze wyciąć różę, bo nieładnie rośnie, a w jej miejsce włożyć owocowy krzaczek.

I wybraliśmy się na skate park. Blisko go mamy, bo koło szkoły, a nie chadzamy… Znacie tę zasadę, że bliskość kortów warunkiem wychowania championa? Mieszko skate park pokochał. Bez obaw podjeżdżał na swoim bezpedałowym rowerze na rampy i lawirował między dużymi chłopakami. Diabli zafascynowany podsłuchiwał jak grupa nastolatków zamówiła telefonicznie OSIEM kebabów, a potem się kłócili, czy wszystkie im dostarczono. Niesamowite to było :))