Dostałam jako dziecko od Krzycha szklane zwierzątka. Przywiózł je z delegacji na inny kontynent (była to chyba America del Sud) i były najpiękniejszą rzeczą jaką mogłam sobie wtedy wyobrazić… Mała kaczuszka, mini-owieczka, miniaturowa krówka… Wszystkie pochowane do malutkiego pudełeczka. Byłam tak w nich zakochana, że chociaż dobrze wiedziałam, to co wiedzą teraz dziewczyny, że NIE należy rzeczy ważnych nosić wszędzie ze sobą, to jednak to robiłam. I pewnego razu w szkole, odkryłam, że pudełeczko jest puste 🙂 Bywa tak w życiu. Nie pamiętam czy Krzycho powiedział to co mówię zawsze pannom: Kupię Ci nowe, to tylko przedmiot, ale pamieć o zwierzątkach wryła mi się w pamięć mocno.
Może dlatego jak wchodzę do sklepiku z bibelotami czy pamiątkami dla turystów to przy regałach ze szklanymi figurkami staję dłużej? Bez obaw, nie mam kryształowej kaczki Svarowskiego na kominku i na ogół żadnych figurek kupuję, ale lubię wziąć takie małe coś na chwilę do ręki.
Na grudniowej wycieczce do Krakowa pierwsza prezent kupiła sobie Łucja. Smoka na kawałku przezroczystego kamyka pod jamą Wawelską. A potem w sklepie na ulicy odchodzącej od placu Dominikańskiego pamiątki z wyjazdu wybrali sobie Lila i Mieszko (a właściwie Lila za Mieszka). Dla siebie misia polarnego a dla bratka smoka.

Przewracałam w rękach te figurki i zaczęło mi się błąkać po głowie, że znajdę tego kto je robi… I znalazłam! Gość jest Czechem i figurki sprzedaje głównie na targach minerałów w Polsce południowo-zachodniej. W katalogu ma pareset wzorów i cały czas wymyśla nowe. Zadzwoniłam, zapytałam i okazało się, że pocztą też mi wyśle 🙂
Zamówiłam konie!!! A po co? Dowiecie się później ;0 A konie… Bo za kilka dni rozpoczyna się Chiński Rok Konia. Kończymy z wężem i przechodzimy do kolejnego zwierzęcia… Zodiakalny koń ma sprzyjać finansom i firmom. Czemu nie! :))

