W ubiegłym tygodniu Łucja dostała ocenę semestralną. Bardzo dobrą. Mamy takie pewne wątpliwości co do oceny, które wyjaśnimy na kolejnym spotkaniu z wychowawczynią, bo wg nas pani się rąbnęła i pomieszała dwie dziewczynki. Może robiła to późno i wypełniając jakiś szablon przeskakiwała nieuważnie? Już sam opis rozpoczyna się od słów: „Weronika jest…”, a główna uwaga merytoryczna w opisie dotyczy samodzielności ucznia, która uważamy została zaniżona. Bo przecież Łucja wraca do domu i zaczyna odrabiać lekcje, nie prosząc nas o pomoc. Poza tym jest świetna z matematyki i najszybciej w klasie czyta. Na zajęciach komputerowych jest bardzo dobra i nigdy nie ma problemów z koncentracją. Na zajęciach dodatkowych z angielskiego jest najlepsza w grupie, chociaż chodzi tylko raz w w tygodniu, a nie 2x jak pozostali uczniowie. Dumni jesteśmy bardzo i chłoniemy tą glorię dziecka wzorowego maksymalnie. Po niej będą Lila i Mieszko i tu może być już różnie ;))
Mam ochotę dać jej jakiś prezent, ale po sobie pamiętam, że to NIE działało dopingująco, więc nie chcę jej dawać upominków z tytułu „ocen”. A bez okazyjnie nie praktykujemy… Na szczęście jednak chwieje się kolejny ząb, więc po prostu Zębuszka coś większego podrzuci :))

<><>
Dzieciaki są fanami ogórków kiszonych. Litrowy słoik od Lutki zjadają do obiadu NA RAZ. Przyszła koleżanka do dziewczyn i się pyta:
- Wy to lubicie?
Łucja:
- Tak. To ogórki mojej babci. Każdy słoik INACZEJ smakuje!
:))))
