Mamy znajomych, których córka kocha śpiewać. I wszystko co robi wykonuje może nie śpiewająco 😉 ale zawsze śpiewając. Jej nauczycielka fortepianu twierdzi, że potencjał jest i warto to rozwijać, co słyszy nawet taki muzyczny ignorant jak ja. Łatwo mają ci znajomi 🙂 My np. nie wiemy co te nasze dzieci lubią najbardziej i w czym są najlepsze, więc ciągamy je po różnorakich projektach i warsztatach ;)) Dziś były dwa. Pierwsze opiszę kiedy indziej, ale na drugie dotarliśmy do jednej klubokawiarni, gdzie wysłuchaliśmy… czukockich baśni. Czukotka to taki rosyjski koniec świata, tuż przy granicy z Alaską, gdzie jest tundra, morsy, renifery i rdzenni mieszkańcy – Czukcze, którzy są bohaterem sporej części rosyjskich kawałów. Baśnie obfitowały w tematykę śniegu, zawiei i wiatrów, czyli były bardzo zgodne z dzisiejszą pogodą. A na koniec dzieciaki zrobiły śnieżne wiatraczki ozdobione pieczątkami z ziemniaków:)

Łucza (up)poducha w kółka, Lila tuż obok z tymi brudnymi skarpetami :)) Btw. one nie były brudne, jak wychodziliśmy rano z domu, ale na tych chwilę wcześniejszych warsztatach dzieci chodziły bez butów po ziemi… Za to pan M. czasem słuchał, a czasem ruszał w wędrówkę po regałach:

Tu już tworzą. Te brązowe półkule to ziemniaki z powycinanymi gwiazdkami:


A tu już gotowy śnieżny wiatraczek:

<><>
Kupiłam na rynku mak. Nie planowałam, ale dopisane było, ze bez piasku 🙂 Zapytałam czy często mak ma piach i usłyszałam, że prawie zawsze… Tak myślę, że taka zawieja jaką mamy to dobry czas na struclę z makiem… Tylko googlam sobie teraz jak ten mak przygotować…
