Więc w telegraficznym skrócie, bo sobota była bardzo aktywnie :))
- Plastyka. Podjęliśmy decyzję, że od Nowego Roku, czyli od TEGO stycznia Mieszko będzie chodził na plastykę z dziewczynami. Był na kilku przypadkowych zajęciach w ubiegłym roku i daje sobie radę. Nie technicznie, bo zajęcia są od 5 roku życia, ale towarzysko, bo siedzi i dłubie coś tam po swojemu. Dziś robili dużą pracę na Trzech Króli i wyklejali watą i plasteliną i spokojnie się w tym odnalazł.
- Łyżwy. Całą rodziną, zaraz po zajęciach pojechaliśmy na lodowisko. W aucie dzieciaki przebraliśmy w kombinezony, bo widziałam, że to jest lodowiskowy standard dla dzieci. Fantastycznie wyszło, że była z nami jeszcze jedna para z dzieckiem, bo nie ogarnialiśmy naszej trójki z nauką jazdy. Tym bardziej, że druga mama okazała się jakimś instruktorskim talentem, bo nauczyła Lilę (LILĘ!!!) jeździć. Za rękę, ale bez strachu i wytrwale na lodzie przez godzinę. Brawo! Dla równowagi Mieszo na lód wyszedł na 3 sekundy i z histerycznym szlochem, że BOI zszedł i siadł na ławce.
- Warsztaty, gdzie dzieciaki robiły muchy i biedronki z gipsu, które z przylepionym na brzuchu magnesem mają się teraz stać ozdobą naszej kuchni… :0 Foto niżej ze strony organizatora 🙂

