– żona do męża, gdy ten przyprowadził niewolnicę „Rome” s01e04
Wtorek po ponad dwóch tygodniach laby, jest równie wyczerpujący jak poniedziałek po wakacjach… Jakby nie było odstawiwszy dziewczyny, odbębniwszy rynek (jabłka, marchew i jajka) i odbywszy pogawędkę (z panią dyrektor z przedszkola o Mieszku) zabrałam się za prasowanie. Włączyłam sobie Rome (jak nie macie co oglądać to bardziej polecam Downton Abbey, który oglądamy z Diablim do poduszki) i obejrzałam jak to kiedyś było u starożytnych Rzymian… I widzę jakie fochy żony strzelają męża za dostarczenie do domu złego niewolnika 🙂 Ech, straciłyśmy przez te tysiąclecia umiejętności perswazji 😉
<><>
Codzienna wieczorna porcja metafizyki. Łucja siedzi w wannie i płacze, że JA jej nie potrzebuję. Wyciągam więc i wyjawiam:
- Potrzebuję…
- Do czego??!? Tylko nie mów, że do kochania!
- Potrzebuję do rzeczy najważniejszej… Jak się urodziłaś to nagle poczułam się potrzebna. Tak całkowicie potrzebna. Nigdy wcześniej się tak nie czułam :))
Chwilę później wyciągam Lilę. I słyszę:
- A do czego potrzebujesz Łucję?
- A do czego potrzebuję Ciebie?
- Do przytulania i całowania!
- Oczywiście!
- Ale wiesz mamo, ja nie wiem czy ja nie kocham taty bardziej niż Ciebie.
- Trudno. Przeżyję to jakoś 🙂
Panny lądują w łóżku, wracam po Mieszka, wyciągam z wody i tym razem sama pytam:
- A po co potrzebny jest Mieszko?
- Łucja, Lila!
- Jesteś potrzebny dla Łucji i Lili?
- Tak! 🙂
