ślizgawka

Zachciało mi się wczoraj łyżew. Mikołaj przyniósł  je dziewczynom, ja nie mam, ale zawsze mogę pożyczyć od Diabla hokejówki (mamy ten sam rozmiar stopy). Tylko aura mało mroźna… Na szczęście okazało się lodowiska są! Na halach, stadionach (i to bez soli 🙂 czy na tenisowych kortach. I takie właśnie wybraliśmy! W dmuchanym balonie, tuż obok budynku szkoły (niestety nie naszej 🙂 Lodowisko jest super,  bo na ślizgawce były same dzieciaki. Nie było wariatów jeżdżących za szybko i właściwie to ruch choć biegł wokół to nie był ortodoksyjny i jak ktoś skręcał, czy przecinał to nikogo to nie denerwowało 🙂

Miejsce idealne dla początkujących :))

Ponadto są teraz na lodowiskach takie wynalazki pomagające w nauce… Czyli jeździki pingwiny, które się trzyma i pcha. One nadają stabilność i nauka idzie błyskawicznie. Łucza po 40 minutach jeżdżenia jeździ 🙂 Lila zrobiła jedno kółko przy bandzie i zeszła, ale trzeba przyznać, że też była dzielna i nie zraziła się do sportu. Baa, nawet obiecuje, że kolejnym razem zrobi dwa kółka! 🙂

A ja muszę jednak sobie sprawić WŁASNE łyżwy. I dla Mieszka takie saneczki przyczepiane do butów… Mój brat takie miał, Lutka twierdzi, że nie nauczył się na nich jeździć, ale niech turla się po lodowisku z nami!