Przedwigilijne RAZ!

Co roku w okolicach świąt mamy awanturę… Gdzie na święta??? No bo jak tu obdzielić względami dziadki, skoro między jednymi a drugimi ponad 200 km?? W tym roku wygrałam ja. Bo rok temu rodzice byli sami, no i na dodatek w drugi dzień świąt jesteśmy zaproszeni na chrzciny córy mojego kuzyna.

Aaale, by wynagrodzić teściom naszą absencję w święta, urządziłam tradycyjne w takich latach spotkanie przedwigilijne dla rodziny Diabla. Formuła jest raczej dowolna, nie ma opłatka (choć kiedyś był i nawet ostatnio trafiłam w necie na fajnego producenta opłatków i muszę kiedyś takie zamówić), za to są prezenty.

I nieskromnie powiem, że super ze mnie gospodyni! 🙂 Podałam zupę rybną z ryb słodkowodnych (uwijaliśmy się z Diablim od rana robiąc przy palnikach zamieszanie niczym w dworskiej kuchni) oraz dwie kaczki (jedna wydawała mi się za mało). Taki drób jest wygodny do podawania, bo leży sobie przygotowany dzień wcześniej w tej marynacie i określonej godzinie dnia imprezy po prostu wkładam do piekarnika. Do tego była brukselka i sałata z kiszonej kapusty. Na deser był warkocz z marcepanem oraz pyszna krajanka makowa, którą przyniosła siostra Diabla. Było sympatycznie i sycie! 🙂

Dzieciakom zrobiłam naleśniki, ale oczywiście mogli też spróbować naszych potraw (choć zupa rybna nam strasznie ostra wyszła :))

Sezon spotkań świątecznych rozpoczęty! 🙂