Z kim bym nie gadała, to wszyscy jakoś świątecznie w tym roku niewyrobieni. Może to brak śniegu, może układ kalendarza, może nagromadzenie innych zajęć, a może tak nam czas wszystkim przyspieszył? Nie wiem, ale cieszę się, że MY mamy już choinkę. Od razu w domu zrobiło się świątecznie i dobrze się wchodzi do takiego ozdobionego domu. Plan miałam ambitny, by do świąt już robić na blogu wpisy świąteczne, ale nie wiem czy mi się uda 😉
Dziś dotarł kurier z ostatnią – tym razem książkową przesyłką. I naprawdę obiecuję, że w przyszłym roku będę zamawiać w listopadzie! Tak jak to robiłam rok i dwa lata temu. Grudzień to już jest ZA PÓŹNO. Teraz to można pójść do sklepu, obejrzeć, dokupić, ale tak by było bez nerwów. A tak to od tygodnia molestowałam sprzedawców, kiedy będzie wysyłka i że poproszę o szybką. I od razu przepraszałam, bo wiem, że w grudniu to wszędzie tłok, nawet w przesyłkach. Wczoraj listonosz (ten od paczek) powiedział mi: zawsze mam koło setki przesyłek dziennie, a cały grudzień dzień w dzień koło dwustu.
Pierogów nie lepię, zakwasu na barszcz nie robię, ale kupiłam na przedwigilijne spotkanie kaczkę (sztuk dwie), mam też przepis na marcepanowy warkocz, ale to w piątek spróbuję zapleść. Zakupy na rynku zrobione, papiery są, wstążki też. Dekoracje w domu obecne.
<><>
Wkleję Wam słowo zasłyszane w Homeland (s03). Nie znałam tego terminu, a podoba mi się:
Irlandzkie bliźniaki – dzieci urodzone w odstępie około roku. Co ciekawe angielski odpowiednik tego zwrotu to catholic twins. Znana mi taka para to ja i mój brat. Panny się raczej nie łapią z ich półtora roku, choć jeśli chodzi o wzajemną zależność od siebie to by pasowały 🙂
