Mamy choinę! Podjechaliśmy we dwójkę i przyczepioną gumami do dachu przywieźliśmy dzieciom do domu 🙂 Wybieraliśmy starannie, ale jak zwykle kupiliśmy asymetryczną :)) Tu doskonale widać z której strony na tym „Kaukazie” wiał wiatr ;):

Jakby nie było pudła z bombkami stały na dole już od jakiegoś czasu, więc skoro była choinka pozwoliłam NARESZCIE otworzyć 🙂

I rozpoczęło się obwieszanie 🙂 Podobnie jak rok temu największy zapał miała Lila. Mieszka zachwyciły bombki samochody, które kupiłam z Lilą miesiąc przed jego narodzinami, a pies próbował zwędzić pierniki upieczone przez Łucję, które zawisły jak najwyżej!

Myślę tylko, że muszę jutro jakąś bombkę dokupić. Bo co roku coś dochodzi. Rok temu kupiłam pudło wielkich złoto-niebieskich bombek. To były moje pierwsze zakupy po zdjęciu gipsu i tak mi się po tych dwóch miesiącach sklepowej posuchy wszystko podobało, że musiałam sobie coś błyszczącego nabyć :)))

