Zachwycający jest grudzień jeśli chodzi o ilość świątecznych atrakcji! Nie mówię o tych tłumach w sklepach, które już się zaczęły i mnie przerażają, a o dziesiątkach inicjatyw z Mikołajem w mianowniku. Wracaliśmy wczoraj i po 14-stej zaczęliśmy się rozglądać z jadłodalnią. Nic nam nie pasowało, ale w końcu do jednej chaty ze strzechą podjechaliśmy 🙂 I bingo! Kolejny strzał w dziesiątkę. Trafiliśmy akurat na Mikołajki z atrakcjami dla dzieci. Był wielki stół, gdzie Śnieżynki pomagały dzieciakom malować i obklejać wielkie styropianowe bombki, był kącik robienia pierniczków, który wybrała Łucja, no i oczywiście był wielki dwumetrowy GAŁKA (czyli Mikołaj wg Mieszka), którego oblegali Lilka z młodym (btw. skąd oni takiego wielkiego chłopa wzięli??). Dał im naszyjniki z cukierków, lecz co ważne Mieszko wlazł za jego fotel i wyjął z Mikołajowego worka auto. I patrzy na niego i kiwa głową na TAK (zawsze tak robi jak coś chce i nie chce, żeby mu odmówić :)) I oczywiście uległ i dał mu ten Mikołaj to autko 🙂


I szalały te dzieciaki w tej świątecznej scenerii i nie chciały wychodzić… A myśmy tak siedzieli przy stoliku, obżarci jeszcze po sobocie męcząc się co by tu jeszcze zamówić (żeby weszło) ;)))
