Rozpoczął dziadek… I kontynuował nawiązując do daty:
- ..Wtedy kiedy wierzy się w Mikołaja, wtedy kiedy się nie wierzy, wtedy kiedy samemu się jest Mikołajem i wtedy kiedy wygląda się jak Mikołaj.
🙂 Następnie wniósł kieliszek, a my razem z nim 🙂 Miejsce było nie byle jakie bo przednia Krakowska knajpa, bo tam właśnie – w dawnej stolicy odbyły się weekendowe obchody urodzin dziadka. Kraków rok temu zdobył miano najbardziej świątecznego miejsca na świecie, więc wyjazd był pod każdym względem świąteczny i uroczysty.

Wyżej dziadek proponuje Łucji coś z menu w kategorii „niejadalne” 😉



Duży mam niedosyt, bo chciałam byśmy zobaczyli szopki (np), ale wystawiali je dopiero dziś o 15-stej, a wtedy to już byliśmy w drodze powrotnej.



Pogoda dopisała. Ruszyliśmy z wichurą, ale im bliżej granic Małopolski tym wiatry były słabsze, a w samy Krakowie to nawet słońce świeciło. W niedzielę był lekki mróz, ale warunki do szwędactwa były komfortowe.


Zwiedziliśmy więc takie atrakcje jak fabryka cukierków (up), popatrzyliśmy na kolejki do baniaków z grzańcem (down) i zajrzeliśmy do smoczej jamy.

Weszliśmy na Wawel (dzieciaki młodsze wlazły tam gdzie był zakaz wchodzenia i Diabli je ściągał :))) i spotkaliśmy Krakowiaka 🙂




Bardzo fajny wyjazd i do Krakowa w tym okresie (świątecznego grudnia) na pewno będziemy wracać! :)) Byli dzwoniący dzwonkami Mikołaja i uchachane grupy turystów z całego świata. Szła np. ekipa – duża ekipa dziewczyn z wysp i każda śpiewała inną kolędę. Może mogłoby być śnieżniej, ale tak jak było też nie było źle! 🙂


