Dwa tygodnie z psem

Minęły nam dwa tygodnie z psem. Można więc pokusić się o małe podsumowanie jak nam idzie. Najpierw więc minusy… Ta sierść doprowadza mnie do szału! Odkurzane jest 2x dziennie (po nocy i na wieczór), ale te kłaczki pokrywają wszystko. Oblepiają spodnie, płaszcze i rajstopki. Nie jestem wielkim czyścicielskim purystą czy też niewolnikiem mopa, ale lubię gdy posprzątam by tak chwilę pobyło. Byliśmy zresztą ostatnio w gościnie w domu, gdzie nie ma zwierząt i autentycznie zazdrościłam gospodarzom idealnie błyszczącej (CIEMNEJ!) podłogi.

Ale zalety posiadania psa są niezmierzone. Bo trafił nam sie egzemplarz wyjątkowy. Sziwa jest grzeczna, przyjacielska i cicha. Słucha się -któregoś dnia poszłam na spacer i chciałam wrócić po komórkę. Powiedziałam więc jej „zostań” i pognałam te 50 metrów do domu z powrotem. Ona w tym czasie stała przy siedzącym na ławce Mieszku. Chyba już kojarzy, że jesteśmy jej stadem. Poznaje wszystkich z osobna i robi wielki taniec wokół każdego. Łucji się słucha. Lila regularnie poleguje razem z nią w legowisku. Mieszko bawi się z nią piłką do południa. Lubi moja kuchnię i co tu kryć, sporo resztek lądowało w koszu (warzywa czy gnaty z zupy), a tak komuś jest to potrzebne. Któregoś dnia na spacerze Łucja się wywróciła i Sziwa ją pocieszała. Przyszła do niej, wbiła nos i się przytulała. A jak w nocy, któreś woła mama to jak biegnę to widzę, że suka też już siedzi na schodach :)) Nie hałasuje, nie warczy i nie szczeka. Jak wszyscy wychodzimy z domu to siedzi tuż przy drzwiach. Szybko zasypia: po wieczornym spacerze koło 20-stej pada i śpi. Widzę również zalety dojrzałego psa: nie sika, nie skacze, nie gryzie. Jest cierpliwa i wyrozumiała na dziecięce wylewy miłości. Chociaż niezmiennie uważam, że najbardziej ekscytuje ją jedzenie 😉

Zamierzałam ten wpis ubarwić fotografiami, ale ponieważ tak jak już pisałam wyjęli mi baterię z aparatu i przełożyli do latarki na spacer z psem  (i latarkę zgubili!) więc aparat chwilowo nieczynny. A zdjęcia od-komórkowe jakie są każdy widzi. Czyli foty tylko dwie. Zabawa z piłką oraz wersja: blisko, ale osobno, czyli Mieszko na bujaku, a Sziwa tarzające się na liściach (które trzeba by btw. przed zimą zgrabić :/)