Pamiętam, że byłam w wieku dziewczyn, kiedy zaprzyjaźniłam się z pierwszym psem. U babci był taki pies co chodził po ulicy. Ciapek. Zapamiętałam go jako wielkiego i pomarańczowego, choć Lutka twierdzi, że był wyjątkowo brzydki i na dodatek rudy. Babcia miała koty, a pies tak czasem zaglądał. I pamiętam, że był cierpliwy, bo na nim jeździliśmy.
Sziwa ma wiele elementów tamtego psa, ale boję się, że nie będzie tak wytrzymała. Sąsiedzko pies zrobił furorę do tego stopnia, że mamy znajomych co przyprowadzają swoje dzieci by mogły pobyć z psem. Ale ile o naszych mogę powiedzieć, że dużo w nich empatii i spokoju, to inne są jak huragan. Z naszymi Sziwa idzie na spacerze, jak inne dzieci próbują ją prowadzić to się zatrzymuje.
Tak patrzę na nią i się martwię. Dziś jedna dziewczynka tak na nią wskoczyła, że aż jej się nogi rozjechały. Nakrzyczałam, że nie wolno i że to żywe zwierzę, ale nie wiem czy coś jej nie zrobiła. Niby to miał być pies dla dzieci (w tą właśnie stronę), ale granicę trzeba wytyczyć.
