Pamiętacie jak gdybałam sobie, że marzy mi się wielka kuchnia, która będzie stanowiła centrum życia rodzinnego? No więc, to nie działa. Rodzinę mam w kuchni na okrągło i nic mnie bardziej nie irytuje niż zaglądanie do garów i grzebanie po szafkach z wymówką: Na coś mam ochotę... A gości na przyjęciach gonię, bo za podjadanie mogłabym rozstrzelać.
Ale cenię sobie otwartość samego pomieszczenia. I naczelną zasadą jaka obowiązuje u nas w domu jest NIE zamykanie drzwi. Nie jestem w stanie pojąć jak można dopuścić do sytuacji, że dzieci (nie mówimy o nastolatkach, tylko o rówieśnikach Łucji), zamykają się w pokoju. I fatalne jawią mi się rodziny, gdzie każdy siedzi zamknięty w swoim kącie. Dziś Łucja zrobiła regulamin naszego domu :))) W notesie na każdej stronie namalowała kolejny zakaz. Nie zamykamy drzwi, nie płaczemy, nie zabieramy sobie klocków, nie chowamy słodyczy pod łóżkiem i nie krzyczymy. :))
Straszna z niej mądrala 🙂 I zrobiła mi dziś teatrzyk z palców. Palce zostały ozdobione taśmą klejącą i pociętymi balonami.

Siedzi więc ta uczona i robi zadanie domowe. Z religii. W wielkie serce musi wpisać osoby, za które dziękuję Bogu. Wpisuje rodzeństwo, mnie, Diabla, siostrę i brata ciotecznego. Zostało jedno miejsce. Woła mnie i pyta:
- Kogo mam tu wpisać?
- Nie wiem. Kogo chcesz? Może babcię?
- Tak! Wpisze babcię.
Na to odzywa się Lila, która asystuje Łucji przy robieniu zadań:
- Ja bym wpisała dziadka :))
