Czytałam, czekając na wczorajszy koniec zajęć Lili, różne naukowe magazyny. I w jednym z nich znalazłam fajny artykuł, który pasował by do każdej dzieciowej gazety. Otóż odkryto, że noworodki płaczą w różnych językach. I pierwsze słowopodobne słowa też są w poszczególnych językach różnie brzmiące. Temat zbadano i okazało się, że dzieci siedząc jeszcze w brzuchu słuchają głosu matki. Dlatego np. mali Francuzi mają intonację płaczu wznoszącą się w obrębie jakiejś tam gamy typowej przy konstruowaniu zdań w tym języku. Idąc dalej tym tropem dzieci swoich biologicznych matek szybciej się z nimi komunikują, a idąc jeszcze dalej: przejmują po nich hałaśliwość i gadatliwość.
I zobaczcie jakie to jest zgodne z tymi przekonaniami, że spokojna matka to spokojne dziecko! Czy też że kobieta, która w ciąży się nie denerwuje nie będzie miała do czynienia z małym nerwuskiem. A jak tak sobie myślę, że ponieważ matka to najczęściej gadający element w domu, to wszelkie złe nawyki wymowy jakie posiadam mają też moje dzieci :))))
<><>
Mam kolejne gadżety na Halloween :)) To będą fanty na odchodne dla gości. Upiorne markery w kształcie strzykawek i pacynki na palec (duchy, dynie, nietoperze, czarne koty, jedna szara mysz i Frankenstain). W bonusie w kategorii paskudztwa są też dwie pacynki – dżdżownice! 🙂


