Sziwa

Od wczoraj mamy psa. Pies jest odziedziczony i wiekowy. Poprzedni właściciel to siostra Diabla – u jej córy ponad dwa lata zdiagnozowano alergię na sierść. I od tamtej pory pies mieszkał w różnych miejscach. U hodowcy, u sąsiadów, u nowych teściów i jeszcze pewnie gdzieś. Ale od początku było mówione, że może my przygarniemy? 

I ja byłam na nie. Bo: 

  • psy śmierdzą i mówcie co chcecie, ale jak wchodzicie do domu z psem, to go czuć;
  • bo mają ostre pazury i nie chcę nawet myśleć jak będą wyglądać nasze ciemne panele za pół roku,
  • bo to kolejny obowiązek dla mnie, góra walającej się sierści i nie ukrywajmy kolejny koszt.

Poza tym jest duża (to tzw. labek), więc jak macha ogonem to przewraca rzeczy na niskich stolikach. Co więcej jestem 100%-owym kociarzem. Mój wujek mówi tak: Kot jest jedynym zwierzęciem, które można wziąć na ręce. Psy mają sztywne nogi, a taki np. królik jak wierzga to może podrapać. Więc nawet jeśli o zwierzęciu myślałam, to marzyła mi się kocia kolonia.

Ale dwa miesiące temu Diabli powiedział: Bierzemy Sziwę. I moje fochy okazały się nieskuteczne. Zobowiązał się, że będzie wyprowadzał rano i wieczorem, oduczy ją skakać na nas i będzie regularnie odkurzał (i tak to robi). Zresztą, właściwie to powinnam pamiętać, że na samym początku naszej znajomości zajmowaliśmy się kotem po mamie mojego ex. I Diabli chociaż nie kociarz, był dla Tiny przez cztery lata super opiekunem. Więc może teraz czas na mnie?

Mój entuzjazm jak widzicie jest zerowy 🙂 Co jeszcze… Pies ma mieć budę i pewnie czasem będzie w niej lądował. Na noc będzie zamykana bramka na schody by nie wchodziła na górę: dzieci czasem chodzą w nocy i nie chcę by się potknęły czy przestraszyły. Dochodzi jeszcze wiek psa. Sziwa ma 9 lat, co u psów tej rasy oznacza jeszcze 2-3 lata. Niedużo – to tak jakbyśmy sobie sprawili chomika. I to akurat chyba dobrze.

Nie bez znaczenia jest wpływ psa/zwierzęcia w domu na dzieci. Rok temu jak chodziłam z Lilą do psychologa, zapytałam lekarkę:

  • Czy Lili może pomóc jakieś zwierzę? Otworzyć się i nauczyć komunikacji…

I ona powiedziała:

  • Tak. Ale nie rybki, czy w żadnym wypadku kotek. Jedynie pies… Tak, pies by pomógł!

Poranny spacer – foto z okna. Diabli w asyście psa i córek. Łucja (schowana jeszcze za wiśnią) trzymała smycz, a Lila biegała wokół.