Padł mi laptop. Równo trzy lata temu dostałam go od Krzycha, Diabli był wtedy za granicą i na nowym laptopie mogliśmy się komunikować przez skype (bo ma kamerkę). Było to chwilę przed narodzinami Mieszka i nowy sprzęt w ogóle mi się nie spodobał. Tatusiek dostał go w pracy, albo za jakieś punkty i był mu niepotrzebny. Wzięłam go więc łaskawie, licząc na to, że to na chwilę. Został na dłużej i okazał się być świetnym sprzętem. Bateria trzymała ponad 7 godzin pracy.
Jakieś pół roku zaczęła szwankować dmuchawa i przestawał działać podczas ładowania. Latem padła bateria, ale zdecydowaliśmy nie kupować nowej, bo więcej rzeczy się sypało. Od sierpnia korzystałam z niego tylko jak był podpięty do prądu. 2 tygodnie temu urwało się mocowanie monitora z jednej strony (ale cały czas działał, trzeba było go tylko podnosić ostrożnie). Dwa dni temu skopiowałam na zewnętrzny dysk dokumenty – długo to trwało, bo usb słabo kontaktują i ciągle przerywało.
No a wczoraj wieczorem padł ostatecznie. Wielka chwała mu za to, że dotrwał tak długo i że dał skopiować wszystko (oprócz ulubionych stron 😉 Krótki był okres, kiedy nie wyrywaliśmy sobie laptopa, a z jednym zdaje się znowu nas to czeka :)))
Jakaś tam robótka co to nad nią dłubię będzie robiona na kompie Diabla, no ale mój dostęp do netu będzie, chwilowo mam nadzieję, zmniejszony 😦
