Bardzo jesteśmy oboje dumni z naszego planu dnia. Logistycznie wszystko jest dobrze podopinane i na razie każdy dzień trzymający się rozkładu jazdy jest świetnie zorganizowany.
- Poniedziałek – środa, pobudkę mamy o 6:30. Ja robię śniadaniówkę, Diabli wdziewa gajer, odprowadza Łucję i wraca. Ja w tym czasie budzę i ubieram maluchy. Wsiadamy już w czwórkę do auta i jedziemy. Po drodze na dworcu zostawiam męża i docieram do przedszkola.
- Czwartek, piętek pobudka jest o 7-mej, bo Łucza ma drugą zmianę, ale reszta jest bez zmian.
- Dzień leci, leci, posiłki obiadowe są wydawane w dwóch (pon-śr) i trzech turach (ci co w domu, Łucza drugozmianowa i Diabli).
- Chwilę przed 19-stą dzieci mają kolację (jakiś taki zapychacz typu budyń, albo gotowana kukurydza), a 7:10 włażą do wanny. Jak dobrze pójdzie to o 20-stej śpią (Lilka o 20:30).
Czyli właściwie jest idealnie, gdyby nie efekt uboczny takich wczesnych pobudek… Otóż i MY chodzimy spać wcześniej. Dobrze jak dociągamy do 23-ciej, ale zdarza się nam zasnąć i wcześniej. Świat wspólnych seriali chwilowo więc nie istnieje 🙂
<><>
Lila była w przedszkolu na wykopkach. Bardzo mi się to podoba, że z wszystkiego można zrobić dzieciom atrakcję. Mieli motyki, kopali ziemię, oglądali ziemniaki i doili sztuczną krowę 🙂 Super! :))





