- Lila, pamiętasz jak byłyście z Łucją na tych eksperymentach fizycznych?
- Tak.
- Wiesz, bo zadzwoniła ta pani co prowadziła zajęcia. Pamiętasz? Ta co miała też na imię Lila. Powiedziała, że tak wspaniale jej się z Tobą pracowało, że chciałaby żebyś jeszcze kiedyś do niej przyszła. Pamiętasz ją?
- Tak.
- I pójdziemy do niej?
- Tak. Ale Łucja ma dużo spotkań z koleżankami i nie wiem czy będzie mieć czas.
- Ale to sama chcesz iść? Poszłabyś sama?
- Tak. Bo Łucja jest zajęta.
Po takim wyznaniu, kiedy Lila (SAMA) była by gotowa pójść gdzieś, bo coś ją tak zaciekawiło, nie widzieliśmy innej opcji jak tylko je (OBIE) zapisać. Tym bardziej, że udało mi się wywalczyć zniżkę z tytułu zapisania dwójki dzieci na ten sam kurs;) Zajęcia są w niedzielę, co dwa tygodnie, i są podzielone na różne zagadnienia fizyko-chemiczne. Jedne zajęcia są o napięciu, inne o natężeniu, krystalizacji czy zastyganiu. Jak zwykle nie miałam komórki, więc fotorela z ukrycia kolejnym razem, ale to co widziałam było super. Dzieciaki siedziały w okularach laboratoryjnych i przelewały ze zlewek to do zlewek sok z kapusty i inne płyny uzyskując cudaczne efekty 🙂 Mieszko w tym czasie bawił się z robotem w innym pokoju :)) Nie mam pojęcia, czy do czegokolwiek im się w życiu przyda, ale na tych zajęciach po prostu się świetnie bawią. Za to Konfucjusza Wam wkleję:
Powiedz mi, a zapomnę, pokaż mi, a zapamiętam, pozwól mi zrobić, a zrozumiem.
