I syna

Łucja ma niesamowity podręcznik do religii. Pomijając kwestię, czy dzieci powinny mieć religię, czy nie; czy w szkołach, czy w kościele; i czy wiarę powinno się samemu wybrać, czy powinna zostać nadana automatycznie, ten podręcznik jest wyjątkowy. Nie wiem czy wszystkie takie są, ale TEN to efekt wspólnej pracy i duchownych i pedagogów. Jest dużo kolorowania, są naklejki i jest płyta.  Są ćwiczenia pt. Narysuj uzdrowionego paralityka( str. 71) pod rozdziałem o uzdrawianiu, a na choinkę dokleja się bombki za zmówione modlitwy. Przy Wielkanocy trzeba dokleić ogień do świecy, jest pełno rebusów i łączenia w pary (dymek: Niech będzie pochwalony można połączyć z figurką zakonnicy). Jest rysunkowa instrukcja jak się przeżegnać (nie wiem jak Wam, mi się to mieszało) i dorysowywanie aureoli. Gdybym dał mi ktoś taką książkę do oceny, pewnie bym się zastanawiała czy nie ociera się o bluźnierstwo 😉  ale zdecydowanie jest najbardziej ulubiony podręcznik Łucji. Panna Gaduła, która całe lekcje papla z drugą Łucją („Te przerwy są za krótkie!”) nienawidzi natomiast ćwiczeń do nauki pisania (ach te szlaczki 😉

<>><<>

Gadam z Lutką przez telefon i w tle leci nam ten sam serial. Scena taka, że matka mówi do dorosłego syna: Ona nie jest dobrą dziewczyną dla Ciebie! Komentuję:

  • Widziałaś to?
  • Tak. To mamusia i synek.
  • Ach te mamuśki. Ale ją rozumiem. Oni nie zawsze wiedzą, co dla nich dobre… Czy ja też będę taka?
  • Oj, będziesz, będziesz! 🙂