Nowy start

Za nami kolejny gap beetween the jobs. Ale krótszy i tym razem dużo lepiej to przeszliśmy. Jak Diabli zadzwonił do mnie pod koniec sierpnia, żeby mi powiedzieć, że znowu jesteśmy w punkcie wyjścia, nawet się jakoś nie zmartwiłam. Raz to przeżyliśmy, więc wiedziałam, że damy radę i teraz. Poza tym, chyba rynek pracy zaczyna się ożywiać, bo szukanie było dużo intensywniejsze niż poprzednio i już od 17 września jest podpisana umowa.

Trzeba podkreślić, że podobnie jak poprzednim razem ta przerwa była nam potrzebna i wydarzyła się w momencie idealnym. Na spokojnie wdrożyliśmy Łucję w szkołę, na rozpoczęciu roku miałam do pomocy męża, więc nie było walki z trójką dzieci podczas dusznej gali. Odwoziliśmy ją na rowerze, odprowadzaliśmy, rozmawialiśmy z wychowawczynią, nie ganiając za Mieszkiem czy Lilką. 

Dziś – 1ego października, Diabli na nowo ruszył do roboty. Mieliśmy rodzinną wycieczkę pod jego nową fabrykę i trzymam kciuki Słońce! Będzie chyba bardzo zajęty, ale rozbieg początku roku szkolnego już za nami, więc damy sobie tutaj radę!