Noc z 31 października na 1 listopada od wieków była nocą magiczną. W każdej religii, w każdym narodzie. Na całym świecie.Nasi rodzimi przodkowie również w tym czasie świętowali. Narody słowiańskie obchodziły święto zmarłych kilka razy w roku, ale najważniejsze były Dziady…
Nasza uwspółcześniona wersja odświętowana! Dziewczyny zaprosiły koleżanki, robione były guzikowe potwory, potem było chodzenie po domach za cukierkami (same to wymyśliły, nawet byłam średnio tym zachwycona, ale wyszło świetnie) i puszczanie lampionów w niebo. Panienek było sześć + jeden chłopiec i nasza trójka. Jedna dziewczynka przyszła na sam koniec więc jej nie liczę. Z tym chodzeniem po domach to dość szybko rozgryźliśmy, że chodzić trzeba do tych, którzy też mają dzieci i ich dzieci TEŻ na słodycze po innych domach polują. To był pewnik, że TAM cukierasy dadzą.
A chodziły w tym roku tłumy takich cukrowych myśliwych. Któryś rodzic porozwieszał po okolicy kartki, że dzieci z NASZEGO osiedla zapraszają na zabawę halloweenową i co się otwierała brama, bo jakieś auto wjeżdżało, to zaraz za nim wlewały się hordy z okrzykiem: Hurra!!! Otwarte!!! :DDDD

Nowym tegorocznym elementem zdobienia domu była pajęczyna. Jak ktoś znalazł plastikowego pająka, czy to za łóżkiem, czy w cukierkach to musiał go przymocować do siatki :))

A to już robienie duszków:


Łucja była zieloną czarownicą a Lila tygryskiem :)) Lila strój zrobiła sobie sama. Pomalowała golfik pomarańczowymi flamastrami w paski i założyła pomarańczową chustę 😉

Mieszko był misiem (zapomniałam mu założyć misiową kamizelkę), lecz uszy czasem zmieniały właściciela 🙂


I to już chwilę przed ruszeniem na domy 🙂 Panny obie miały stroboskowe różdżki. Łucza zieloną, Lila pod kolor tygryska pomarańczową. Oczywiście w asyście i kontroli było to chodzenie po domach. Najpierw ja, a potem Diabli stał przy poszczególnych furtkach i zerkał jak wykrzykują: Cukierek albo Psikus! :))

Goście na odchodne zabierali fanty z prezencikami, wyklejone guzikami duchy i pudełka ze słodyczami (zamówiłam kartoniki weselne na ciasto i zakleiłam obrączki halloweenowymi wzorkami). Bo zdobyczne (w dwóch torbach!) słodycze podzieliłam równo na uczestników zabawy. Maruderzy co to byli ostatnimi wychodzącymi zabrali też balony :))






























