Tak, tak. Ciąg dalszy przygód szalonej Liliany Środa wieczór. Łucja śpi, ja z pokoju z Mieszkiem. Nagle słychać jak Lilka zaczyna krzyczeć i się krztusić. Bieg do niej i widzę, że wkłada sobie palec głęboko do buzi i próbuje coś zwymiotować:
- Połknęłam!!! Aaa!!!
- Co połknęłaś??!
- Pierścionek!
- Jak to się stało? – dorzuca Diabli, który już też jest obok.
- Łatwizna- odpowiada Lila.
- Który pierścionek? – dopytuję- Ten Twój malutki? Nowy? Plastikowy?
- Nie. Taki Twój, złoty. Duży.
Okoliczności były w stylu Liliany. Położyła się spać i przed snem włożyła sobie do buzi pierścionek. A jak zaczęła zasypiać, to go połknęła. Podkreślmy raz jeszcze, że ona ma 5 lat i teoretycznie od dwóch lat nie trzeba przed nią chować małych przedmiotów. I co dalej? Najpierw oczywiście zaczęliśmy histeryzować. Ale okazało się, że nie takie rzeczy dzieci połykają i procedura jest taka, że trzeba 2-3 dni zaczekać, bo duża jest szansa, że przeleci. Karmić najlepiej fasolką szparagową, bo ona jakoś tak obkleja przedmioty w żołądku. Ale ponieważ to jeszcze nie sezon, to dobre są wszystkie strączkowe, bo nie są przetrawione w całości i wspomagają przepychanie ciał obcych. Można zrobić rentgena, ale z tym wolimy zaczekać, bo półtora miesiąca temu Lila miała podejrzenie złamania i miała zrobione aż dwa zdjęcia. Czekałam z tym wpisem, bo miałam nadzieję, że w dzisiejszej kupie zgubę znajdę i napiszę o tym w formie dokonanej, no ale niestety półtora dnia to było za krótko.Wczorajsza podróż była długa i być może to nie sprzyjało perystaltyce. Czekamy więc do jutra.
Nie da się przy tych dzieciach nudzić 🙂 Sama Lilka ma się dobrze. Bryka, skacze i humorem nie widać, że coś jej przeszkadza. Bardziej przejęta jest Łucja, która raz po raz jej radzi: zjedz te chrupki, bo ja po chrupkach zawsze robię kupę. I każda taka akcja przesuwa priorytety zupełnie do podstaw. Tak naprawdę nic nie jest ważne. Tylko dzieci.
