Gap between the jobs

  • Justyna, a może bym tak poszedł do pracy Biedronki? – zagaił Diabli trzy miesiące temu…
  • Czemu nie? Jeździłbyś na szkolenia do Portugalii i przywoził nam vino verde.
  • Naprawdę bym mógł? Nie wolałabyś żebym pracował w instytucji finansowej?
  • To nie ma przecież znaczenia.
  • Mogę pracować w Biedronce!
  • Pewno, że możesz.
  • To otwiera zupełnie nowe drzwi… Tylko Lotka jeszcze obstawię.
  • Jak musisz.
  • Myślisz kiedyś o tym, ile myśmy mieli kiedyś kasy? Jeszcze jak Ty pracowałaś…
  • Ale nie było nam z nią dobrze.
  • To prawda. Teraz jest lepiej.

Być może co niektórzy się już nad tym zastanawiali… Jak to możliwe, że Diabli tyle ze mną był w domu?? Najpierw ta noga. Potem przecież ja nie byłam sprawna. Potem, że mieliśmy czas na te remontowe dłubanie. Co on nie musiał do roboty chodzić? Przecież to taki korporacyjny typ. Tyle urlopu nabrał? A co z pracą? No właśnie pracy… nie było.

Pierwsi zorientowali się sąsiedzi. Zniknęło jego służbowe auto, a dotychczasową komórkę Diabla odbierał ktoś inny. Ale macie czarną passę! – skomentowała to sąsiadka – Noga Justyny i Twoja praca! Rzeczywiście w myśl zasady, że życie pisze najbardziej szalone scenariusze wszystko gruchnęło naraz. Ja tak sobie nawet myślałam, że to specjalnie tak wyszło, żebym zaczęła Diabla w domu potrzebować. Żebym go nie ganiała, tylko pozwoliła mu się włączyć w wir domowych zajęć. Ale wróciłam do formy, a nowa praca cały czas się nie znajdowała. I jeśli szukaliście ostatnio pracy to wiecie, że jej nie ma i że człowiek błyskawiczne traci hura-optymizm. Gazeta ładnie to nazwała, że po setnej wysłanej cefauce radykalnie spada samoocena. A setkę to wysyłasz w pierwszy miesiąc.

Nie było tak, że skończyły nam się środki. Przede wszystkim okazało się, że możemy obciąć nasze wydatki o połowę bez uszczerbku na jakości. Zrezygnowaliśmy z rozrywek kulturalnych, wycieczek i jedyne extra koszty to wydatki remontowe. Były jakieś oszczędności, które zużyliśmy do końca i polisy, które spieniężyliśmy. Do elektrowni i wodziarzy napisaliśmy podanie, o zmniejszenie prognozowanych rat. Wyrównanie w połowie roku pewnie będzie bolesne, ale przesunęliśmy to w czasie. Nie korzystaliśmy z pomocy państwa. To w ogóle lipa jest i socjalny 70 PLN na dziecko jaki nam przysługiwał nie rozwiązuje absolutnie nic. Nawet kosztu zajęć dodatkowych w przedszkolu. Szczerze mówiąc, lepiej było by to całkowicie zlikwidować, a nie szumnie głosić, że rodziny w trudnej sytuacji mogą liczyć na pomoc. 

Wiecie już też, że to dla nas bardzo dobry okres. Pełen oczywiście obaw i może nawet pamiętacie, że w podsumowaniu 2012 pisałam o cieniu na na naszej idylli i chodziło to właśnie o brak pracy. Ale jednocześnie te pół roku dały nam zupełnie nową jakość. Świetne porozumienie pomiędzy Diablim a mną i Diablim a dziećmi. Długo to ukrywaliśmy przed rodziną i znajomymi, potem zaczęliśmy nazywać przerwą, przedłużonym procesem rekrutacyjnym i procedurami przejścia. Ale fakt był taki, że nie wiedzieliśmy co będzie dalej i nie działo się absolutnie nic!

Na szczęście w końcu drgnęło. Diabli rusza od 2 kwietnia, ale już jeździ do nowej roboty, żeby poznać swój zespół. Będzie trochę inaczej, bo musi założyć firmę, zresztą chyba samozatrudnienie jest coraz powszechniejsze.  Ale się cieszy. I ja też. To było bardzo fajne kilka miesięcy i myślę, że to co nam się udało wypracować na zawsze zmieni nasze relacje. Btw. prawem serii jak już w końcu coś ruszyło to z innych firm też zaczęli dzwonić.

  • Justyna…
  • No?
  • Czy prywatny przedsiębiorca może liczyć na jakiś numerek dziś wieczorem?
  • No nie wiem. A ma regon ten przedsiębiorca?
  • Jeszcze nie.
  • No to nie wiem… Gadałam z Lutką i pyta się mnie czy się cieszysz z tej pracy.
  • I co powiedziałaś?
  • Że tak, ale że przez ten czas jak byłeś w domu przypomniało mi się, dlaczego się w Tobie zakochałam. 
  • I co Lutka na to?
  • Że każdy sos im dłużej przyprawiany tym lepszy.
  • Moja teściowa użyła takiej metafory??
  • Tak 🙂 Też mnie zastrzeliła :)))

I jeszcze foto. Zapomniałam przez te pół roku, że Diabli pracujący rozkłada po całym domu swoją garderobę. Krawaty na stole, spodnie na schodach, a marynarki na mojej toaletce. Lecz na razie jeszcze mnie to nie denerwuje! :))