Usypiam Lilkę i ona buczy, że jak to ona jutro pójdzie do przedszkola. Mówię:
- Nie pójdziesz. Masz smarka i musisz się wyleczyć na urodziny.
- Ale tata znów będzie krzyczał rano: Muszę wychodzić, a Ty dzieciom francowatą kaszkę robisz!
Gadam potem z Lutką i jej to referuję. Pośmiałyśmy się i ja się przyznaję:
- Wiesz właściwie to ona użyła mocniejszego słowa, ale ja nie pamiętam takiej sytuacji.
- A pamiętasz jak byliście mali z Marcinem i w łazience coś go zdenerwowałaś i on krzyknął do Ciebie: sp..j!
- Pamiętam 🙂 Z opowieści.
- Myśmy się z ojcem z tego śmiali, nie dlatego, że on znał takie słowo, ale że Ty je zrozumiałaś i tup-tup-tup wybiegłaś z tej łazienki 🙂
- No właśnie. A przecież się nie klnęło w domu.
- No nie 🙂
