Szalony ten zając!

Czy wiecie, że trafił do kolejnego gniazdka??!! Pokonując głębokie śniegi i nieprzyjazną aurę! Bo dotarł również do nas! I doskonale wiedział, że potrzebujemy więcej ozdób Wielkanocnych i kochamy małe czekoladowe jajeczka z nadzieniem:) Ba, Mieszko dostał kolejny ocieplacz na interes. Oczywiście tegoroczny jest w kształcie i kolorze brązowego misia. Diabli uważa, że psuję mu psychikę, ale nie oszukujmy się, że on po prostu nie pamięta, kiedy miał taki przyrost TEJ części ciała (rok temu 2 cm, a tym aż 3,5, czyli jakieś 70% 😉

Wróciliśmy. Fragment wykładu Łucji o jajkach (podsłuchane z perspektywy pierwszego rzędu siedzeń w auto ;)Adresatem przekazywanej wiedzy było rodzeństwo:

  • Mamy różne rodzaje jajek. Są jajka przepiórcze, jajka sadzone, jajka na twardo, jajka czekoladowe i jajka z niespodzianką. 😀

A gniazdka dla zajączka wydeptaliśmy w śniegu…

Nie pamiętam takiej Wielkanocy 🙂 Wczoraj jak w wiadomościach pokazali te pisanki ze śniegu i wielkie śnieżne zające to Lutka zaproponowała, żebyśmy takie w ogródku im zmajstrowali. Ale ani rękawiczek nie zabraliśmy, ani nie chciało nam się w śniegu babrać…

Skończyło się więc na małym śnieżnym króliczku i gniazdkach na fragmentach suchego tarasu w rogu i pod stołem.

Potem można było już przystąpić do robienia święconek 🙂 Jak to Lutka powiedziała: Dam Wam takiej wiejskiej, żeby w kościele zapachniało 🙂

I ruszyć do kościółka!

By potem zjeść poświęcone zanim dotarliśmy do dziadków z powrotem 🙂

Niezależnie od nie wiosennej aury życzę Wam moi Drodzy Wesołych i Pogodnych świąt! Smacznych, rodzinnych i kolorowych! Lubię Wielkanoc! :))

Co zrobić jak dziecko połknie pierścionek

Tak, tak. Ciąg dalszy przygód szalonej Liliany :/ Środa wieczór. Łucja śpi, ja z pokoju z Mieszkiem. Nagle słychać jak Lilka zaczyna krzyczeć i się krztusić. Bieg do niej i widzę, że wkłada sobie palec głęboko do buzi i próbuje coś zwymiotować:

  • Połknęłam!!! Aaa!!!
  • Co połknęłaś??!
  • Pierścionek!
  • Jak to się stało? – dorzuca Diabli, który już też jest obok.
  • Łatwizna- odpowiada Lila.
  • Który pierścionek? – dopytuję-  Ten Twój malutki? Nowy? Plastikowy?
  • Nie. Taki Twój, złoty. Duży.

Okoliczności były w stylu Liliany. Położyła się spać i przed snem włożyła sobie do buzi pierścionek. A jak zaczęła zasypiać, to go połknęła. Podkreślmy raz jeszcze, że ona ma 5 lat i teoretycznie od dwóch lat nie trzeba przed nią chować małych przedmiotów. I co dalej? Najpierw oczywiście zaczęliśmy histeryzować. Ale okazało się, że nie takie rzeczy dzieci połykają i procedura jest taka, że trzeba 2-3 dni zaczekać, bo duża jest szansa, że przeleci. Karmić najlepiej fasolką szparagową, bo ona jakoś tak obkleja przedmioty w żołądku. Ale ponieważ to jeszcze nie sezon, to dobre są wszystkie strączkowe, bo nie są przetrawione w całości i wspomagają przepychanie ciał obcych. Można zrobić rentgena, ale z tym wolimy zaczekać, bo półtora miesiąca temu Lila miała podejrzenie złamania i miała zrobione aż dwa zdjęcia. Czekałam z tym wpisem, bo miałam nadzieję, że w dzisiejszej kupie zgubę znajdę i napiszę o tym w formie dokonanej, no ale niestety półtora dnia to było za krótko.Wczorajsza podróż była długa i być może to nie sprzyjało perystaltyce. Czekamy więc do jutra.  

Nie da się przy tych dzieciach nudzić 🙂 Sama Lilka ma się dobrze. Bryka, skacze i humorem nie widać, że coś jej przeszkadza. Bardziej przejęta jest Łucja, która raz po raz jej radzi: zjedz te chrupki, bo ja po chrupkach zawsze robię kupę. I każda taka akcja przesuwa priorytety zupełnie do podstaw. Tak naprawdę nic nie jest ważne. Tylko dzieci.

Wielkanocny exodus

  • Mamo…
  • Tak, Lilu?
  • A czy babcia Lucia będzie się zajmować moimi dziećmi?
  • Twoimi dziećmi?
  • Tak. Bardzo bym chciała.
  • Pewno, że tak 🙂

Babcię Lucię pomysł ubawił, ale jeszcze bardziej to, że wnuczka nie zakłada, że ja się do tego nadam 🙂

Zrobiwszy gniazdka dla Zajączka ruszyliśmy na Wielkanoc do dziadków. Właściwie to jedno wielkie gniazdko załadowane pół kilogramem marchwi 😉 A jako, że pogoda nieprzewidywalna musimy poprosić sąsiadów o podrzucenie do gniazdka fantów. Tuż przed samym naszym powrotem oczywiście 🙂

Namiastka przedświątecznych porządków

Ogólnie czuję się zwolniona z potrzeby przedświątecznych porządków. Niedawno mieliśmy remont i imprezę i dom jest z grubsza ogarnięty. Może i można by umyć okna, ale skoro na dworze trzyma mróz większego to sensu nie ma. Ozdóbki wielkanocne rozstawiłam, choć jakoś ich mało się zrobiło, pościel i obrusy zawiozłam do magla i zabrałam się za coś do czego przymierzałam się kilka tygodni…

Podpisałam albumy ze zdjęciami. Zdjęcia wywoływane są od dawna, albumy których jest ponad 30-ści, są przemieszane i za każdym razem kiedy chciałam coś dziewczynom pokazać, przekopywałam ponad połowę by znaleźć ten właściwy. A pamiętacie jak rok temu byliśmy na Wielkanoc u babci? Albo kto pamięta jak byliśmy w skalnym labiryncie? Pytasz czy widziałaś słonia? Itd. Nie wiem czy system (każda okładka ma teraz na grzbiecie „spis treści”) okaże się dobry, ale zrobione! 😀

Miś

Wygląda na to, że pierwszym słowem Mieszka, nie będącym imieniem czy nazwą osoby, jest miś. On o sobie mówi miś i te misie jako postacie lubi. Coś mi się zdaje, że chyba nawet Zając mu jakiegoś misia przyniesie :)) Jak klikniecie na ikonkę to pod koniec filmiku słychać to magiczne MIŚ!

Mis

I byłam dziś z Łuczą o ortopedy. Od ponad dwóch lat monitorujemy jej nogi – były różnej długości. Wkładki i ciepłe okłady na kolano na noc. I znowu kontrola. Dziś na wizycie okazało się, że nogi są RÓWNE! :)) Dok mówi co prawda, że może się utrzymać ta anomalia wzrostowa i raz na rok należy to kontrolować, ale super, że jej ciało zareagowało na zalecane przez niego metody. 

Gap between the jobs

  • Justyna, a może bym tak poszedł do pracy Biedronki? – zagaił Diabli trzy miesiące temu…
  • Czemu nie? Jeździłbyś na szkolenia do Portugalii i przywoził nam vino verde.
  • Naprawdę bym mógł? Nie wolałabyś żebym pracował w instytucji finansowej?
  • To nie ma przecież znaczenia.
  • Mogę pracować w Biedronce!
  • Pewno, że możesz.
  • To otwiera zupełnie nowe drzwi… Tylko Lotka jeszcze obstawię.
  • Jak musisz.
  • Myślisz kiedyś o tym, ile myśmy mieli kiedyś kasy? Jeszcze jak Ty pracowałaś…
  • Ale nie było nam z nią dobrze.
  • To prawda. Teraz jest lepiej.

Być może co niektórzy się już nad tym zastanawiali… Jak to możliwe, że Diabli tyle ze mną był w domu?? Najpierw ta noga. Potem przecież ja nie byłam sprawna. Potem, że mieliśmy czas na te remontowe dłubanie. Co on nie musiał do roboty chodzić? Przecież to taki korporacyjny typ. Tyle urlopu nabrał? A co z pracą? No właśnie pracy… nie było.

Pierwsi zorientowali się sąsiedzi. Zniknęło jego służbowe auto, a dotychczasową komórkę Diabla odbierał ktoś inny. Ale macie czarną passę! – skomentowała to sąsiadka – Noga Justyny i Twoja praca! Rzeczywiście w myśl zasady, że życie pisze najbardziej szalone scenariusze wszystko gruchnęło naraz. Ja tak sobie nawet myślałam, że to specjalnie tak wyszło, żebym zaczęła Diabla w domu potrzebować. Żebym go nie ganiała, tylko pozwoliła mu się włączyć w wir domowych zajęć. Ale wróciłam do formy, a nowa praca cały czas się nie znajdowała. I jeśli szukaliście ostatnio pracy to wiecie, że jej nie ma i że człowiek błyskawiczne traci hura-optymizm. Gazeta ładnie to nazwała, że po setnej wysłanej cefauce radykalnie spada samoocena. A setkę to wysyłasz w pierwszy miesiąc.

Nie było tak, że skończyły nam się środki. Przede wszystkim okazało się, że możemy obciąć nasze wydatki o połowę bez uszczerbku na jakości. Zrezygnowaliśmy z rozrywek kulturalnych, wycieczek i jedyne extra koszty to wydatki remontowe. Były jakieś oszczędności, które zużyliśmy do końca i polisy, które spieniężyliśmy. Do elektrowni i wodziarzy napisaliśmy podanie, o zmniejszenie prognozowanych rat. Wyrównanie w połowie roku pewnie będzie bolesne, ale przesunęliśmy to w czasie. Nie korzystaliśmy z pomocy państwa. To w ogóle lipa jest i socjalny 70 PLN na dziecko jaki nam przysługiwał nie rozwiązuje absolutnie nic. Nawet kosztu zajęć dodatkowych w przedszkolu. Szczerze mówiąc, lepiej było by to całkowicie zlikwidować, a nie szumnie głosić, że rodziny w trudnej sytuacji mogą liczyć na pomoc. 

Wiecie już też, że to dla nas bardzo dobry okres. Pełen oczywiście obaw i może nawet pamiętacie, że w podsumowaniu 2012 pisałam o cieniu na na naszej idylli i chodziło to właśnie o brak pracy. Ale jednocześnie te pół roku dały nam zupełnie nową jakość. Świetne porozumienie pomiędzy Diablim a mną i Diablim a dziećmi. Długo to ukrywaliśmy przed rodziną i znajomymi, potem zaczęliśmy nazywać przerwą, przedłużonym procesem rekrutacyjnym i procedurami przejścia. Ale fakt był taki, że nie wiedzieliśmy co będzie dalej i nie działo się absolutnie nic!

Na szczęście w końcu drgnęło. Diabli rusza od 2 kwietnia, ale już jeździ do nowej roboty, żeby poznać swój zespół. Będzie trochę inaczej, bo musi założyć firmę, zresztą chyba samozatrudnienie jest coraz powszechniejsze.  Ale się cieszy. I ja też. To było bardzo fajne kilka miesięcy i myślę, że to co nam się udało wypracować na zawsze zmieni nasze relacje. Btw. prawem serii jak już w końcu coś ruszyło to z innych firm też zaczęli dzwonić.

  • Justyna…
  • No?
  • Czy prywatny przedsiębiorca może liczyć na jakiś numerek dziś wieczorem?
  • No nie wiem. A ma regon ten przedsiębiorca?
  • Jeszcze nie.
  • No to nie wiem… Gadałam z Lutką i pyta się mnie czy się cieszysz z tej pracy.
  • I co powiedziałaś?
  • Że tak, ale że przez ten czas jak byłeś w domu przypomniało mi się, dlaczego się w Tobie zakochałam. 
  • I co Lutka na to?
  • Że każdy sos im dłużej przyprawiany tym lepszy.
  • Moja teściowa użyła takiej metafory??
  • Tak 🙂 Też mnie zastrzeliła :)))

I jeszcze foto. Zapomniałam przez te pół roku, że Diabli pracujący rozkłada po całym domu swoją garderobę. Krawaty na stole, spodnie na schodach, a marynarki na mojej toaletce. Lecz na razie jeszcze mnie to nie denerwuje! :))

Palmowa

Tydzień temu na oknie dziewczyn pojawił się nowy wazon. Wierzbowe witki, które szybko zamieniły się w bazie. Witki wzięła Łucza do szkoły w piątek i zrobiła z nich palmę.

 

Memo z weekendu:

  • Łucja zazdrości Lili dwudniowego świętowania, więc jej letnie urodziny mają być TRZYDNIOWE 🙂
  • Mieszko poszerzył zakres słowa babci. Nie tylko obejmuje babcię i dziadka, ale okazało się również wujka. Dla równowagi ciocia Agnieszka to Gaga.
  • Część druga imprezy była przekąskowa. Tartaletki i zapiekanki.
  • Zdobyczne są nowe sukienki, sweterki, komplety biżuterii i do robienia biżuterii, książeczki, kolorowanki, duża paczka ciastoliny i kolejne piny pony. Ach, no i samochodziki 🙂
  • To nie był zły patent, chociaż gdy pierwsza dzisiejsza tura wyjechała o 14-stej, to bałam się, że do drugiej się nie pozbieram :))
  • Kinder bale mają swoje zasady. Nie wolno się spóźniać i należy mieć prezenty dla wszystkich dzieci!
  • Najlepszy tekst weekendu należy do Lili, która gdy dostała bukiecik od wujka powiedziała mu: Piękne! Wstaw do wody :))

Piąte – meksykańskie! :)

Piąte urodziny Lilki miały w temacie Meksyk 🙂 Były więc różnokolorowe pompony, łowickie serwetki w mocnych barwach i tematyczne jedzenie. Nacho grande (z tego bloga), które było dużym eksperymentem i okazało się być całkiem niezłe oraz chili con carne. Przepis Pascala, który jest zupełnie inny niż to co jest w pisanym necie. Bo bez puszkowej kukurydzy, z czarną fasolą, bez rosołków i wyjątkowo pyszne. Podane z plackami tortilli (Jedźcie od razu do 7 minuty). Mieliśmy dylemat czy podawać jeszcze tortille, ale zrezygnowaliśmy. Oglądaliśmy też przepisy na zupy. Kukurydzianą, czy Gonzalesa, ale to na kolejny raz zostawiliśmy. 🙂

Impreza zaczęła się później niż zwykle, bo Krzycho miał jakieś wykłady. Zamiast więc standardowej 14-stej, całość ruszyła o 16-stej. Wujek Marcin zrobił efektowne wejście w sombrero, które potem było wielokrotnie mierzone :))

Tort był z kucykiem. Wielkim, marcepanowym i ze słodkimi lokami 🙂

Zdmuchiwanie było jak zwykle emocjonujące, a figurkę przejęła jubilatka :))

Czyli impreza udana, a teraz czeka mnie TYLKO sprzątanie? No, nie do końca. Tym razem urodziny są „po staropolsku”, bo ciąg dalszy JUTRO. Zupełnie nie mogli się ci goście nasi zgrać i dwa dni się to rozłożyło 🙂 Na 10 rano zapowiedział się chrzestny Lili (sztuk 3), a od południa będą wpadać sąsiedzi :))

Literują dzień cały

Jedna krzyczy: 

  • M-a-m-o. MAMO!!! Jak się pisze poniedziałek??! P-o-n-i-e-d-z??

Druga się dołącza:

  • Ł-u-c-j-a! Łucja!! Jak się pisze Piesek??! Jak wygląda P??

<><>

I dostaliśmy dziś info, że Łucja od nowego roku będzie mieć zajęcia w nowej szkole. I to bardzo dobra wiadomość. Że zdążą wybudować, i że na pierwszy etap wpuszczą podstawówkę, a nie gimnazjum 🙂 Będzie mieć duże klasy, salę gimnastyczną i jednozmianowość. Ach i na dodatek, może spotka tam znajomych z przedszkola? :))