Pomóż nam być dumnymi w porażce i pełnymi pokory w zwycięstwie

– z nowego serialu Diabla. Fragment przedmeczowej modlitwy zawodników.

Z perspektywy mamy dwóch córek, rekwizytem absolutnie Jasełkowo niezbędnym są skrzydełka. Takie solidne, z piór i puchu. Używała ich w przedszkolu Łucja, użyła wczoraj Lila i dziś raz Łucja. A po nowym roku użyje ponownie. 

Szkolne przedstawienia podzielone były na dwie tury. Dziś były przedstawienia wewnętrzne. Maluchy przestawiły swoją szopkę starszakom, a w styczniu zaprezentują swoje umiejętności rodzicom. Nie widziałam jej więc, ale i pani chwaliła i sama była zadowolona. I tym, że świetnie pamiętała swoją rolę i tym, że była najpiękniejsza :)) I taką dumną odebraliśmy ją dziś i ruszyliśmy razem na początek pierwszej świątecznej kanikuły. Do dziadków!

Jasełka 2012

Ruszamy z Jasełkami 🙂 Dziś występowała Lilka. Tradycyjnie w szopce zajęła rolę aniołka i tradycyjnie nic nie powiedziała :)) Rolę znała doskonale, ale jak doszło do niej, wzięła mikrofon, pani podeszła i przekonywała, ale nie dało rady. Żeby było śmieszniej jej NIE spowodowało całą lawinę NIE i kolejne dzieci też kręciły głową 🙂 To się nazywa charyzma.

I tak zresztą jest sukces, że się nie obróciła tyłem. Wychowawczyni powiedziała, że od rana była nieswoja i się denerwowała. Moja mała przejmująca się Gwiazdka :))

Był Mikołaj i dał prezent. Ten to dopiero ma roboty w grudniu! 🙂

I jeszcze cała trójka :))

A może właśnie nie zrobię w tym roku stroika!

– ja do Diabla, jak przyciął gałęzie i przekazał je mi z dyspozycją

Mamy choinkę. Śliczną i równą jodłę kaukaską o miękkich i przyjaznych dla dzieci igłach. Panny akurat wróciły z baletu i zabrały się za ubieranie 🙂 Zanim zdążyliśmy się obejrzeć choinka była gotowa. Bombki wiszą skoncentrowane w grupach, ale trwało to błyskawicznie. Szczególnie przejęta i pochłonięta zdobieniem była Lila. Łucja zrobiła sobie kilka przerw, ale Lilka nie zatrzymywała się nawet na chwilę. I dziś rano też pierwsze co powiedziała, to pytanie czy może pójść zobaczyć choinkę!

Wyciąganie łańcuchów z pudełek (zadek nie planowany w kadrze tatina 😉 :

Parcie na szkło panny Ł (a później panny L.)

Pierwsza zbita bombka (btw. mamy ich dużo – za rok, bo co roku postanowiłam, że coś dojdzie; muszę kupić jedną jakąś super dużą):

Wieszanie z boku. A zerkają na telewizor.

Tę przełożę tu, a tę tam… Czyli mistrz kulek 😉

I jako bonus szczegóły jak każda układała. Wpierw rzut na całość:

Koncepcja I (Łucja) – „One są siostry więc muszą być obok siebie„. Czyli pasujące bombki wiszą jedna przy drugiej.

Koncepcja II (Lila) – każda nawet najmniejsza gałązka musi mieć bombkę 😉

<><>

Byłam u lekarza po jakiś tam papierek. Pokonałam panią w rejestracji, odsiedziałam swoje przed gabinetem, zaczekałam aż dok mnie wezwie i weszłam. Jak już załatwiłam to po co przyszłam zapytałam:

  • Panie doktorze, ja mam jeszcze jedną sprawę.
  • Słucham.
  • Tydzień temu dał mi pan skierowanie na rehabilitację. Ja go nie chcę.
  • Już nie boli?
  • Może nie tak, ale jak sobie myślę, że ja mam teraz załatwiać tę rehabilitację, gdzieś jeździć, a potem znowu do Pana przyłazić, to myślę, że dam sobie radę bez. 
  • Sama się Pani zrehabilituje?
  • Tak. Mogę tu panu jaskółkę zrobić. 
  • Nie trzeba. Nie ma sprawy. Ksero historii choroby do ubezpieczenia Pani chce?
  • Tak.

Nie chce mi się już po tych szpitalach obijać. Codziennie rano jest coraz lepiej. Im dalej od zdjęcia gipsu tym jestem sprawniejsza. System mnie zniechęca do korzystania z niego. Sama sobie dam radę. Szybciej, lepiej i przyjemniej. :))

Btw. te stroiki jednak zrobiłam 🙂

I po raz kolejny: nie podganiać!

Spotkania z innymi rodzicami zawsze przynoszą lawinę przydatnych informacji. Siedliśmy wczoraj w gronie rodziców sześciolatków i przez dwie godziny, gdy maluchy szalały na sali zabaw wymienialiśmy się różnymi ciekawostkami. O synkach, że do 12 roku życia będzie z niego z niego taki przylepa, o zerówkach i pierwszej klasie, o tym czy ma sens ciśnieniować naszych radnych o budowę basenu (nie ma sensu, bo do najbardziej dochodowego basenu w Polsce, który to jest we Wrocławiu, miasto musi dopłacać, więc tym bardziej nie ma sensu go budować u nas), było o nowej szkole i o tym jak sprawić by rodzeństwo bawiło się razem (tam gdzie jest nieduża różnica wieku). Btw. Tak sobie myślę jak wytłumaczyć to, że dziewczyny i młody razem się dogadują i chyba największa zasługa to to, że tak dużo czasu spędzają właśnie ze sobą. Nie z innymi koleżankami, nie na innych zajęciach, nie w przechowalniach, a właśnie ze sobą. Zeszło też na naukę pisania. I okazuje się, że nie ma sensu ćwiczyć dziecko by w nieskończoność rysowało ślaczki czy też malowało nie wychodząc za linię. W ten sposób możemy jedynie doprowadzić do zmęczenia nadgarstka i bólu palców. W ćwiczeniu palców, o czym już kiedyś nawet pisałam, ale oczywiście zapomniałam (!), pomaga plastelina i ćwiczenia manualne. I podobnie jak z czytaniem nie należy podganiać. Dziecko samo ma zachcieć. Jak mogłam o tym zapomnieć!

<><>

Nocował u nas kumpel Diabla. Rano w biegu obsługi dzieci postawiłam i jemu pod nosem ciasteczko francuskie.

  • Ja to słodkie nie bardzo… rano… Dziękuję, wiesz…

Ale odeszłam i słyszę, że je 🙂 2 sekundy później doleciało do mnie:

  • Justyna!!! Ty to sama upiekłaś?

Zrobienie ciastek z jabłkami z GOTOWEGO ciasta francuskiego nie uważam za jakiś specjalny wyczyn, natomiast za wyczyn uważam to, że 2x w tygodniu chce mi się wstawać rano i piec żeby Łucja miała świeże do śniadaniówki. Podkreślając więc to odpowiedziałam:

  • Tak. Ja to robię, żeby Łucja miała śniadanie do szkoły w dni kiedy ma na I-szą zmianę.
  • Niesamowite!… Czy Ty masz może jakiegoś klona?
  • Wiesz Ar, może i mam, ale z tego co wiem moje klony mają mały biust.
  • To może być problem. :))

Nie bezradny = Radny?

Jakoś tak krąży mi po głowie, że na wczorajszych warsztatach miałyśmy się przedstawić (w ogóle to wiele mi krąży po głowie łącznie z ażurowymi papilotkami na mufinki;). Okazało się, że w składzie były tylko dwie osoby związane z branżą cukierniczą, a tak to same pasjonatki. Babka, która chciała się nauczyć zakręcać krem w takie zawijaski, kilka niedzielnych kucharek i jedna właścicielka muffinkowego bloga. Jak autoprezentacja doszła do mnie wygłosiłam opowieść o tym, że mam trójkę dzieci i umiejętność zdobienia babeczek będzie miłą umiejętnością urozmaicającą dziecięce przyjęcia. I od razu ugryzłam się w język, że mogłam chociaż przez chwilę udawać, że nie jestem mamuśką… Ale gdy po godzinie zaczął do mnie wydzwaniać Diabli z jakimiś tam pytaniami to wyszło mi to wcześniejsze wyznanie na dobre 🙂 Inne babki ze zrozumieniem spoglądały na to moje ukradkowe gadanie przez komórkę. No tak. Facet w życiu sobie z dziećmi nie poradzi. Ale on sobie radził, tylko niepokoił się czemu mnie tyle nie ma :)) 

Pierniczki i muffiny

Jakoś tak pod w połowie października na sierpniówkach pojawił się topik o warsztatach kulinarnych dla dzieci. I strasznie mi się to fajne wydało. Zaczęłam szukać i takie znalazłam! Program na listopad im nie pasował (to były tarty), więc zapisałam je na grudzień. Panny dwie i ich kuzynkę. Warsztaty pod hasłem: Pieczenie pierniczków!

A żeby tak rodzinnie spędzić dzień kulinarnie ja też się zapisałam na warsztaty, tyle, że z zakresu zdobienia babeczek 🙂 Otrzymałam dyplom i nauczyłam się zdobić muffiny 🙂 Zajęcia nam się podobały. Panny chcą iść w styczniu na warsztaty pieczenia ciasta pomarańczowego i deserów z mandarynek, a ja myślę, że może by jeszcze tak pod koniec zimy bym się nauczyła jak pracować z lukrem królewskim? Diabli dziewczynom zdjęć w tych emocjach nie zrobił, mam za to kilka fot ja. Takie rozmyte, bo to aparat Łuczy, a ona ma ustawiony tryb: soft.

Zasiadłyśmy więc do silikonowych stolnic (rewelacja!), wyposażone w lukry, barwniki, brokaty i kremy i posiłkując się silikonowym wałkiem (must have!) i całą masą foremek zaczęłyśmy…

Prowadząca miała ustawioną kamerkę i na wielkim ekranie za jej plecami nasza 10-osobowa grupa oglądała zoom wszystkiego co się działo na jej cupcak-ach. Przy okazji wysłuchałyśmy o historii babeczek, które pojawiły się w Anglii w XIX wieku jako proste i szybkie ciasto-deser. Robione w filiżance, a potem szybko zdobione jako małe dzieło sztuki.

I to już moje dzieła 🙂 Tadaam….

I w taki sposób 4 szałowe babeczki zapakowane w cup-cakowe pudełeczko doniosłam do domu 🙂 Wzbudziły ogromny entuzjazm. Dostałam za to JEDNEGO pierniczka 🙂 Reszta się jakoś po drodze dziewczynom zjadła 🙂

Prasowanie przy Wisteria Line (uwaga: spojlery! ;)

Po 10 dniach naprawiono nam pralkę (pompa). Rzuciłam się więc w wir prania, suszenia i prasowania. Teoretycznie mogło by się wydawać, że ilość brudów nie powinna przekroczyć tej z wakacyjnych wyjazdów, doszły jednak ręczniki, chodniczki (leżą w kuchni i pod drzwiami i brudzą się na potęgę), a zresztą sama zimowa odzież jest bardziej „przestrzenna” więc z łazienki się wysypywało. Kilka prań Diali wykonał u swojego taty, ale że latynoski charakter jest u obu, to za bardzo się przy tych praniach kłócili i nie było to praktykowane za często. Babcia Rurka wypoczywała w sanatorium, więc nikt nie mógł załagadzać tych waśni :))

Jakby nie było szaleję z tym praniem. I przy okazji skończyłam oglądać serial, zaczęty jeszcze na wiosnę, czyli Gotowe na Wszystko. Długo leciało te 8 sezonów, po 20 parę odcinków każdy, więc krótka recenzja.

Desperate Housewives to bardzo dobry serial. Do piątego sezonu nawet wybitny. Potem wszystko zaczyna się mieszać. Gabi robi się zaniedbana i ma grube córki, w co nie jestem stanie uwierzyć (przecież ona prowadziła agencję dla małych dziewczynek!), Orson, ówczesny mąż Bree okazuje się być nagle konserwatystą, choć chwilę wcześniej był zupełnie inny, a na dodatek pojawiają się irytujące odcinki retrospektywne (prowadzone w stylu 24 h wcześniej, albo w ogóle mówiące o zamierzchłych czasach). Ale najgorsza jest niespójność. Susan dwukrotnie usłyszała od córki, że jest fatalną matką (4 i 8 sezon) i za każdym razem mówi: Nie miałam pojęcia. Gabi ma wymarzone córki, ale 4 lata po pojawieniu się pierwszej zaczyna urywać się na gejowskie party, bo ją nuży jej życie. Carlos jest bezrobotny przez 5 lat (robi masaże), ale dwa lata później rzuca karierę w korporacji, bo „od 25 lat chodzi do pracy w garniturze i zaniedbuje rodzinę”. Przestają się trzymać kupy wzory zachowań poszczególnych bohaterów i pewne rzeczy są pomijane (Lynette ma małe dziecko i w 8 sezonie tylko raz pojawia się z wózkiem).

Ale coś innego przyszło mi do głowy. Podejrzewam, że wszystkie kobiety oglądające serial zastanawiają się do kogo SAME są podobne. Więc taką sekcję siebie zrobię i ja.

  • Ja w związku/mój związek – no cóż… widzę nas (chcę nas widzieć) jako Susan i Mike-a. Wiecznie w sobie zakochanych, umiejących ustępować i tworzących taką bańkę ze swojego uczucia. Susan zna Mike doskonale. Trochę go idealizuje, ale postrzega go prawidłowo. Pamiętacie jak Tom Scavo prosi swoją żonę by przygotowała mu gabinet?Zamawia wszystko w metalu. Ona puszcze to mimo uszu mówiąc: on nie wie co chce. To nie jest Tom. On lubi klasyczne meble i miękkie dywany, a jej przyjaciółka Rene (ta, która mówi, że sex należy odbębnić na 1-szej randce, żeby zniknęło to irytujące napięcie) przekonuje ją, że w pracy Tom chce być postrzegany jako twardziel i rekin i za plecami przyjaciółki wykonuje zlecenie tak jak powinno być wykonane.
  • Ja i dzieci – najlepszą matką na Wisteria Line jest wg mnie Gabi Solis. Nie w tym okresie gdy każe nielegalnej emigrantce niańczyć swoje adoptowane dziecko, lecz gdy zaczyna rozmawiać z córkami. Bo ona jedyna w całym serialu rozmawia z dziećmi. One są obok, ona krzyczy na nie z kuchni i świetnie wie, jak ważna jest towarzyska popularność (stąd ta dbałość by urodziny Juanity były najlepsze) i nigdy nie zapomina o dziecięcych przyjęciach. Chroni je (podrzucając lipne kartki Walentynkowe) i rozmawia z nim zdradzając im damsko-męskie schematy zachowań. Lynette nie rozmawia, ona wygłasza i obsługuje, a Susan za często jest bezradna.
  • Ja i gospodyni domowa, bo przecież to o nich serial – i tu może być tylko jeden przykład, czyli Bree, która jest rewelacyjnym imprezowym fenomenem. Ale tu też pstryk do twórców, że te imprezki Bree są tylko do 4 sezonu. Potem ona staje się koneserem win, organizatorem ślubów i czar rodzinnych i sąsiedzkich przyjęć znika. A szkoda. Nie używane talenta są przecież bezwartościowe!


Reasumując, polecam 🙂

Jak wybrać roletę?

Po pierwsze musi być potrzeba 😉 A tę na ogół odkrywamy przypadkiem. Robimy zdjęcie klockowej konstrukcji, a potem patrząc na fotografię dochodzimy do wniosku, że łyse to okno

Siadamy więc do kompa i zaczynamy wybieranie rolety. Rzymska, austriacka, woalowa, zwijana, zakładana? I czy na wymiar czy standardowa? Na wszelki wypadek zamawiamy próbki tkanin. Ach, i od razu odrzucam poliestrowe. Ma być 100% bawełna.

I po przyłożeniu do ściany okazuje się, że kółeczka w kolorach tapety nie pasują, kolorowe są za intensywne, a zupełnie w sam raz były by takie w komiksowe klimaty… Wygrywa jednak gładka. Panama Blue. Wzór rolety wybieram prosty. Bez falbanek na dole i mocowany na haczykach, a nie na szelkach na szynie. Rzymska na sznurkach, bez kasety na materiał. I na wymiar, bo okno jest szerokie, a krótkie. Potem tylko czekamy na jakiś spontaniczny zryw by zamówić. Jak np. dzień darmowej dostawy 3 grudnia 😉

Diabli, molestowany przez dni kilka, W KOŃCU mocuje. Rozwijamy (pasuje) i zwijamy (też pasuje) Więc pokój Mieszka zamknięty! Czas przesunąć się z remontami do pokoju dziewczyn 🙂 No chyba, że jeszcze jakąś moto-gałkę przykręcimy do zawijania sznurka 😉

Dlaczego jest tyle zabawek w sklepach, skoro to Mikołaj przynosi prezenty?

 – Łucja

Wytłumaczyłam, że atmosfera Świąt tak działa na ludzi, że chcą sobie dawać dużo prezentów. Niezależnie od tego co dostaną od Mikołaja. I wtedy nastąpiło TO pytanie, czy JA coś jej kupię :))

Okres przedświąteczny to wysyp różnego rodzaju akcji charytatywnych. Mnożą się portale, gdzie można wybrać sobie rodzinę, której chcemy pomóc, w sklepach kwestują i ustawiają puszki, a w szkolnym dzienniczku Łucji raz po raz pojawia się ogłoszenie o kolejnej zbiórce rzeczy. Btw. koce i ręczniki na schronisko dla zwierząt dałam, ale notkę, że zbierane są  NOWE zabawki dla jakiejś tam placówki zignorowałam. A dziś wpadła znajoma jadąca z niepotrzebnymi zabawkami swoich dzieci do jakiegoś kościoła, więc wcisnęłam jej kilka siatek rzeczy po naszych. I od razu świątecznie się poczułam. A wywalczone miejsce na półkach? Bezcenne! 🙂

Po kolejnej kontroli

  • I powiedz temu swojemu pięknemu, żeby zapisał Cię na jakąś rehabilitację.
  • On coś ostatnio nie był skory do tego…
  • To powiedz mu, że nie możesz robić slippery massage z taką stopą.
  • Myślisz, że będzie wiedział co to znaczy?
  • W końcu jest ortopedą.

I na dodatek wygląda tak, że powinien to wiedzieć 🙂 Jakby nie było skierowanie na rehabilitację dał. Zrobili mi kolejny rentgen (wszystko okej), zadali kilka pytań i wypisali druczek. Zapisy były w innym budynku, więc dziś tego nie załatwiłam, ale mam taki zamiar. Atmosfera w szpitalach jest taka pełna rezygnacji, mnie to dołuje, więc jak odbębniłam jedno to mogłam myśleć tylko o szybkiej ewakuacji z tego miejsca. Zresztą głodna byłam 🙂 Schudłam przy tym gipsie, od tego skakania i muszę nadrabiać. Zima za pasem, czas warstwę tłuszczu zbudować. Dziś czas na sernik!