Pewnie w ogóle bym tego dnia nie zarejestrowała, gdyby nie to, że poznałam ludzi którzy w to wierzą. Rozmowa szła o dzieciach i było zupełnie normalnie, aż wyszło to. Zrobili zapasy wody w puszkach (a nie w butelkach) i poczynili całą masę innych przygotowań. Zaniepokoiło mnie to. Ja to zlewam jako kolejny wymysł, a ktoś bierze to na serio. A może oni mają rację? Może to ja jestem naiwnie beztroska? Jakby nie było dzień leci, spędziliśmy go na spacerze w lesie i… do spisania jutro! :))



