Jakoś tak pod w połowie października na sierpniówkach pojawił się topik o warsztatach kulinarnych dla dzieci. I strasznie mi się to fajne wydało. Zaczęłam szukać i takie znalazłam! Program na listopad im nie pasował (to były tarty), więc zapisałam je na grudzień. Panny dwie i ich kuzynkę. Warsztaty pod hasłem: Pieczenie pierniczków!
A żeby tak rodzinnie spędzić dzień kulinarnie ja też się zapisałam na warsztaty, tyle, że z zakresu zdobienia babeczek 🙂 Otrzymałam dyplom i nauczyłam się zdobić muffiny 🙂 Zajęcia nam się podobały. Panny chcą iść w styczniu na warsztaty pieczenia ciasta pomarańczowego i deserów z mandarynek, a ja myślę, że może by jeszcze tak pod koniec zimy bym się nauczyła jak pracować z lukrem królewskim? Diabli dziewczynom zdjęć w tych emocjach nie zrobił, mam za to kilka fot ja. Takie rozmyte, bo to aparat Łuczy, a ona ma ustawiony tryb: soft.
Zasiadłyśmy więc do silikonowych stolnic (rewelacja!), wyposażone w lukry, barwniki, brokaty i kremy i posiłkując się silikonowym wałkiem (must have!) i całą masą foremek zaczęłyśmy…


Prowadząca miała ustawioną kamerkę i na wielkim ekranie za jej plecami nasza 10-osobowa grupa oglądała zoom wszystkiego co się działo na jej cupcak-ach. Przy okazji wysłuchałyśmy o historii babeczek, które pojawiły się w Anglii w XIX wieku jako proste i szybkie ciasto-deser. Robione w filiżance, a potem szybko zdobione jako małe dzieło sztuki.


I to już moje dzieła 🙂 Tadaam….


I w taki sposób 4 szałowe babeczki zapakowane w cup-cakowe pudełeczko doniosłam do domu 🙂 Wzbudziły ogromny entuzjazm. Dostałam za to JEDNEGO pierniczka 🙂 Reszta się jakoś po drodze dziewczynom zjadła 🙂
