Po 10 dniach naprawiono nam pralkę (pompa). Rzuciłam się więc w wir prania, suszenia i prasowania. Teoretycznie mogło by się wydawać, że ilość brudów nie powinna przekroczyć tej z wakacyjnych wyjazdów, doszły jednak ręczniki, chodniczki (leżą w kuchni i pod drzwiami i brudzą się na potęgę), a zresztą sama zimowa odzież jest bardziej „przestrzenna” więc z łazienki się wysypywało. Kilka prań Diali wykonał u swojego taty, ale że latynoski charakter jest u obu, to za bardzo się przy tych praniach kłócili i nie było to praktykowane za często. Babcia Rurka wypoczywała w sanatorium, więc nikt nie mógł załagadzać tych waśni :))
Jakby nie było szaleję z tym praniem. I przy okazji skończyłam oglądać serial, zaczęty jeszcze na wiosnę, czyli Gotowe na Wszystko. Długo leciało te 8 sezonów, po 20 parę odcinków każdy, więc krótka recenzja.
Desperate Housewives to bardzo dobry serial. Do piątego sezonu nawet wybitny. Potem wszystko zaczyna się mieszać. Gabi robi się zaniedbana i ma grube córki, w co nie jestem stanie uwierzyć (przecież ona prowadziła agencję dla małych dziewczynek!), Orson, ówczesny mąż Bree okazuje się być nagle konserwatystą, choć chwilę wcześniej był zupełnie inny, a na dodatek pojawiają się irytujące odcinki retrospektywne (prowadzone w stylu 24 h wcześniej, albo w ogóle mówiące o zamierzchłych czasach). Ale najgorsza jest niespójność. Susan dwukrotnie usłyszała od córki, że jest fatalną matką (4 i 8 sezon) i za każdym razem mówi: Nie miałam pojęcia. Gabi ma wymarzone córki, ale 4 lata po pojawieniu się pierwszej zaczyna urywać się na gejowskie party, bo ją nuży jej życie. Carlos jest bezrobotny przez 5 lat (robi masaże), ale dwa lata później rzuca karierę w korporacji, bo „od 25 lat chodzi do pracy w garniturze i zaniedbuje rodzinę”. Przestają się trzymać kupy wzory zachowań poszczególnych bohaterów i pewne rzeczy są pomijane (Lynette ma małe dziecko i w 8 sezonie tylko raz pojawia się z wózkiem).
Ale coś innego przyszło mi do głowy. Podejrzewam, że wszystkie kobiety oglądające serial zastanawiają się do kogo SAME są podobne. Więc taką sekcję siebie zrobię i ja.
- Ja w związku/mój związek – no cóż… widzę nas (chcę nas widzieć) jako Susan i Mike-a. Wiecznie w sobie zakochanych, umiejących ustępować i tworzących taką bańkę ze swojego uczucia. Susan zna Mike doskonale. Trochę go idealizuje, ale postrzega go prawidłowo. Pamiętacie jak Tom Scavo prosi swoją żonę by przygotowała mu gabinet?Zamawia wszystko w metalu. Ona puszcze to mimo uszu mówiąc: on nie wie co chce. To nie jest Tom. On lubi klasyczne meble i miękkie dywany, a jej przyjaciółka Rene (ta, która mówi, że sex należy odbębnić na 1-szej randce, żeby zniknęło to irytujące napięcie) przekonuje ją, że w pracy Tom chce być postrzegany jako twardziel i rekin i za plecami przyjaciółki wykonuje zlecenie tak jak powinno być wykonane.
- Ja i dzieci – najlepszą matką na Wisteria Line jest wg mnie Gabi Solis. Nie w tym okresie gdy każe nielegalnej emigrantce niańczyć swoje adoptowane dziecko, lecz gdy zaczyna rozmawiać z córkami. Bo ona jedyna w całym serialu rozmawia z dziećmi. One są obok, ona krzyczy na nie z kuchni i świetnie wie, jak ważna jest towarzyska popularność (stąd ta dbałość by urodziny Juanity były najlepsze) i nigdy nie zapomina o dziecięcych przyjęciach. Chroni je (podrzucając lipne kartki Walentynkowe) i rozmawia z nim zdradzając im damsko-męskie schematy zachowań. Lynette nie rozmawia, ona wygłasza i obsługuje, a Susan za często jest bezradna.
- Ja i gospodyni domowa, bo przecież to o nich serial – i tu może być tylko jeden przykład, czyli Bree, która jest rewelacyjnym imprezowym fenomenem. Ale tu też pstryk do twórców, że te imprezki Bree są tylko do 4 sezonu. Potem ona staje się koneserem win, organizatorem ślubów i czar rodzinnych i sąsiedzkich przyjęć znika. A szkoda. Nie używane talenta są przecież bezwartościowe!
Reasumując, polecam 🙂
