Po pierwsze musi być potrzeba 😉 A tę na ogół odkrywamy przypadkiem. Robimy zdjęcie klockowej konstrukcji, a potem patrząc na fotografię dochodzimy do wniosku, że łyse to okno…

Siadamy więc do kompa i zaczynamy wybieranie rolety. Rzymska, austriacka, woalowa, zwijana, zakładana? I czy na wymiar czy standardowa? Na wszelki wypadek zamawiamy próbki tkanin. Ach, i od razu odrzucam poliestrowe. Ma być 100% bawełna.

I po przyłożeniu do ściany okazuje się, że kółeczka w kolorach tapety nie pasują, kolorowe są za intensywne, a zupełnie w sam raz były by takie w komiksowe klimaty… Wygrywa jednak gładka. Panama Blue. Wzór rolety wybieram prosty. Bez falbanek na dole i mocowany na haczykach, a nie na szelkach na szynie. Rzymska na sznurkach, bez kasety na materiał. I na wymiar, bo okno jest szerokie, a krótkie. Potem tylko czekamy na jakiś spontaniczny zryw by zamówić. Jak np. dzień darmowej dostawy 3 grudnia 😉

Diabli, molestowany przez dni kilka, W KOŃCU mocuje. Rozwijamy (pasuje) i zwijamy (też pasuje) Więc pokój Mieszka zamknięty! Czas przesunąć się z remontami do pokoju dziewczyn 🙂 No chyba, że jeszcze jakąś moto-gałkę przykręcimy do zawijania sznurka 😉


