Tak bardzo bym chciała by długo wierzyły!

Bo ten gość z białą brodą jest super! Wyobraźcie sobie, że przyniósł dokładnie to co miał przynieść! I Monster High dla Łucji (i to dokładnie tą, która miała być), i skrzydlatego kucyka w sukni ślubnej dla Lili (a przecież przed snem marzyła o latających kucykach!) i samochodziki dla Mieszka a razem z nimi nawet książeczki o misiu co nazywa się BRUMM!!! (wynalazła je Malami🙂

Dla nas miał żelazko (takie jakie miało być: ze stalową stopą, o prawie 3 metrowym kablu i o ogromnej mocy) i trampki (być może nawet w końcu zdecydujemy się wyrzucić myszo-kilery??). By być precyzyjnym nasze prezenty jeszcze fizycznie są nie obecne… Przywiezie je pomocnik Mikołaja w brązowym mundurku UPS:)

Ale to czekanie dziewczyn było niesamowite. Bo było idealnie…Koło 18-stej zaczęły prószyć pojedyncze płatki śniegu… Cudnie! Będą miały sanie z reniferami po czym jechać! Lila zasnęła w nausznikach, by dzwoneczki ją nie uśpiły i mogła zobaczyć Mikołaja, a obie parę razy się budziły w nocy. Ja też pamiętam to czekanie z dzieciństwa… Pamiętam jak budziłam się rano z taką niepewnością: Był, czy zapomniał??? I to, że wiedziałam, że skoro był, będzie też pewnie jeszcze raz w tym roku! Ależ mi się od rana świątecznie zrobiło!:))