Wczoraj o 3 w nocy obudziłam Diabla:
- Idź do kuchni wyłącz zmywarkę, bo młóci piątą godzinę.
Poszedł, rano podjęliśmy próbę restartowania i stało się jasne, że to jej koniec… Zanosiło się na to, ale nie sądziliśmy, że to jeszcze w tym roku. Diabli mówi:
- Może ją kopnij?
- Ałaaaa!!!
- Nie tą nogą 😉
- Żadną tego złomu nie będę kopać.
- Trudno. Na razie przechodzimy na Ludwika.
I przeszliśmy. Z braku suszarki, zmywarka została zaadoptowana jako urządzenie do suszenia czystych naczyń. I nawet cykl mam podobny. Dwa razy dziennie myję, wstawiam do „suszarki”, a po pół dnia, jak obeschną „nastawiam” nowe.
Czy to już koniec? Ależ nie! Padła też pralka! Wow! Ta nowa?!? Kupowana w kwietniu? Ano tak… Plus, że na gwarancji, minus, że serwis ma dwa tygodnie na zareagowanie na zgłoszenie. Więc już zadzwoniłam i powiedziałam, że MAM TRÓJKĘ dzieci i zginę bez pralki:))
<><>
Z milszych wiadomości mąż obciął mi włosy. Pozazdrościł, że niektórzy sobie sami radzą;) więc chwycił za golarkę i obciął. Siedziałam i patrzyłam:
- Łuki, ja byłam u fryzjera dwa miesiące temu, a na podłogę spadają kosmyki 8-centymetrowe??
- Chcesz artystycznie?
- No chcę…
- Ufasz mężowi??
- No, ufam…
- Pamiętaj, że NIE możesz nikomu powiedzieć, że to ja. Masz mówić, że byłaś u drogiego dizajnerskiego fryzjera.
- Dobra.
I chyba dobrze zrobiłam, że zaufałam:) Co prawda zabronił czesać się z grzywką („już wiem, po kim Twoje córki to mają„)i kazał zrobić się na platynowy blond, ale ponieważ bardzo lubię mój obecny kolor, nie będę go jednak zmieniać. Jeśli chodzi o new look, to coś pomiędzy Jagą Kupało, a czeskim bramkarzem :)) Jakoś przy okazji pokażę;))
