W skali światowej to na pewno był rok sportowy. Mieliśmy Euro, i nawet jak ktoś nie przepada z futbolem atmosferę poczuł. Przygotowywaliśmy się do niego, przeżywaliśmy, ekscytowaliśmy się kibicami i opiniami oraz wspominaliśmy jak było. Była też Olimpiada w Wielkiej Brytanii, nazywana przez komentatorów POLSKĄ, z racji ogromnej ilości kibiców z kraju Piasta. Czy to przyjezdnych (wiwat tanie linie!) czy też rezydujących na wyspach na dłużej. Diabli pobiegł w dwóch biegach, a ja przekonałam się o możliwościach ludzkiego ciała 😉 Lecz zanim przejdę do chwalenia tego co było jeszcze moment narzekań… Psuło nam się AGD. Nawaliła pralka (2x), rozwaliła się kuchenka i żelazko. Rok żegnamy bez zmywarki i tęsknię za nią…
Ale to był bardzo dobry rok! Między mną a Diablim zrobiło się idyllicznie i wspaniale, dzieci jak zwykle były cudowne, i chociaż jest jeden mały cień, który zakłóca nam codzienną sielankę (będzie o tym kiedyś) to jest super. Rozwiązaliśmy kilka medyczno-somatycznych problemów z Lilką. A przeboje z moją nogą chociaż źle je znosiłam przypomniały mi, że trzeba się cieszyć tym co mamy i doceniać uroki każdej chwili. Nauczyłam się też piec ciasta i upiekłam moje pierwsze torty. Zaczęłam również na nowo czytać książki. Odkryłam bibliotekę i zdarzało mi się przeglądać nowości wydawnicze.
W kategorii Naj jest oczywiście wielu zwycięzców, wiec krok po kroku, zanim ruszę z przygotowaniami do naszego domowego Sylwestra.
Najlepsze, największe i najwspanialsze w 2012
- Odkrycie medyczne – krople do oczu, na zapalenie spojówek. Odkryłam na je na wiosnę i będą mnie teraz rokrocznie w okresie alergii ratować.
- HIT muzyczny – brazylijskie rytmy znowu zdominowały kluby, ale największym lokalnym hitem było Ona tu i jest i tańczy dla mnie. Królowało całe wakacje i jeszcze przez kilka miesięcy będziemy pewnie odsłuchiwać kolejne przeróbki tego utworu.
- Cud. W kategorii Global, to z pewnością uniknięcie końca świata, w kategorii Makro to szczęśliwy poród w aucie na autostradzie pod Łodzią (prasa uwielbia takie niusy, a ja zawsze się przy nich wzruszam). W kategorii Mikro, to odkrycie sprzed paru dni, że Lila zna litery. Łucja próbuje je łączyć w słowa i czytać na głos, a Lila siedzi obok i patrzy. I nagle okazało się, że ona je ZNA!
- Sklep. Odkryłam w tym roku zakupy w Chinach. Dh-gejty, alibaby i inne. To jest coś wspaniałego. Zaczęło się od lamp na urodziny Łuczy, potem były koraliki z masy fimo dla dziewczyn (worek korali, z których one zrobiły później naście naszyjników dla koleżanek), gadżety na Halloween, zielona herbata i papilotki do babeczek. I pewnie coś jeszcze. Jakby nie było wcześniej moją porównywarką cenową było al, a teraz są azjatyckie portale.
- Tekst. Niekwestionowaną królową tekstów jest Lilka. Ta budząca się kobiecość wyzwala masę przekomicznych tekstów i skojarzeń. Takich jak ten wczoraj, albo ten z wanny podczas pobytu u dziadków, kiedy namydliła to swoje chude ciałko i łapiąc się za wklęsłe rodzynki powiedziała: Niezłe cycki! 🙂 Jeśli chodzi o teksty innych osób to zacytuję ten z fejsbuka Małej Muu. Podsłuchany w pracy dialog: Nie mam w domu nic do jedzenia… – Świąt nie miałeś? Rodzice cie nie kochają? Czy w Lidlu akurat był tydzień afrykański? :))
- Jedzenie. Suszone pomidory. Po prostu się w nich zakochałam. Na jesieni muszę zrobić naście, albo dzieścia razy więcej. Siedziałyśmy we wrześniu w kuchni z Lutką i jadłyśmy. Wszedł na to mój brat i mówimy mu: One są wspaniałe te pomidory. On na to: One były by dobre do pizzy. A my oburzyłyśmy się na takie bluźnierstwo: No co Ty! One są za dobre!





















