Było. Dokładanie takie jakie miało być. Z kilkoma krótszymi wyjazdami i paroma zaplanowanymi wizytami lekarskimi pomiędzy. Zabrakło mi pikników i festynów, więc do nadrobienia za rok. Wpisałam też do kalendarza na 2013 dwa wydarzenia kulturalne, które musimy koniecznie zaliczyć. Chodzi nam po głowie jeszcze jedna kanikuła pod koniec września, ale czy to wypali to nie wiadomo.
Końcówkę lata spędzamy szukając jakiś odludnych miejsc przypominających wakacje. Słoneczne lasy i piaszczyste górki. By naładować się przed zimą! Nie chodzi nawet o nasłonecznienie, ale o takie wybieganie towarzystwa, by jak nadejdzie stagnacja jesiennej szarugi miały energię i siłę.

Łucja dorośleje. W przededniu pójścia do szkoły zmieniła upodobanie z Mini Mini, na Tele Toons 😉 Ogląda o jakichś dziewczynkach, które dostały pierwszy okres i z wypiekami na twarzy słucha „jak wstępują do elitarnego klubu dorastających dziewcząt” :DD I pytań ma całą masę…
- Mamo?
- Tak Łuczku?
- A wiesz, że strupek to wyschnięta krew?
- Wiem. Krew jak wysycha, pod wpływem powietrza robi się czarna. Ciemna.
- Ale pod spodem jest cały czas czerwona.
- Dokładnie. Pamiętasz jak na wakacje byliśmy w tej Warmińskiej Karczmie? Tam gdzie zamówiliśmy tyle jedzenia i wujek Marcin się z Wami bawił?
- Tak.
- Pamiętasz jaką zupę zamówił dziadek?
- Czarną.
- Bo to była zupa z czerniny. Zupa z krwi.
- Ludzkiej?
- Nie. Świni, albo krowy? Nie wiem czyjej.
- Błeeee.
- A z ludzkiej nie było by błeee?
- Nie. Mamo… A co będzie jak dostanę jedynkę?
- Nic. Cały czas będę Cię kochała.
- A jeśli dostanę dwie jedynki i tróję?
- To będę Cię pocieszać!

