Szóste – kuliste!

Wiele teorii duchowych głosi, że to dzieci wybierają sobie rodziców, a nie odwrotnie. Gdzieś tam stoją i czekają na swoją kolej i wybierają rodzinę, w której chcą się pojawić. Ładne. I wielu pedagogów i psychologów podkreśla, że od nikogo nie uczymy się tak jak od dzieci… We Fringe dwóch szalonych naukowców prowadzi testy na dzieciach, głosząc, że posiadają one zdolności poznawcze, które dorośli tracą. Intuicja, mądrość i wiedza, które nas rodziców czasem zdumiewają. Czasem, bo na ogół tego brzęczenia nie słuchamy.

Łucja jest niesamowita. Wiem, że każdy rodzic tak mówi o swoim dziecku, ale to ona w tej trójce układa role i kieruje nimi. Zaskakuje mnie przenikliwością i obawami. Budzi się też w niej ostatnio diabełek. Diabli twierdzi, że to syndrom sierpnia – długi okres od przedszkolnej dyscypliny i twardych zasad. Ale cały czas jest wspaniała – nasza sześciolatka! 🙂

Mało miałam czasu na przygotowanie imprezy urodzinowej. Na dodatek, nie wszyscy goście akurat byli dostępni… Tym niemniej jednak party urządziliśmy! Był tort, było dużo różnokolorowych papierowych kul i ozdobne chorągiewki 😉

Menu miało być w stylu finger food. Coś co Francuzi nazywają amuse bouche, a oznacza jedzenie na jeden kęs (w porywach do dwóch). Czyli mini bruschetty z pomidorami i bazylią, dipy, przekąski i małe kanapeczki. Z planu A zostały tylko bruschetty i to w wersji big. Doszedł chłodnik, sałatka i góra wędlin z lokalnej masarni dostarczone przez Krzycha. Był smalec, ogórki i sok z wyciśniętych winogron. Serwowałam na mojej nowej zastawie 🙂

Bardzo jestem dumna z bukietu, który zrobiłam. Pomysł był stąd. Chciałam stół, na którym królują kwiaty! Donicę kupiłam w Ikei, do środka dałam gąbkę florystyczną z supermarketu i powtykałam przywiezione przez Lutkę kwiaty.

Słów kilka jeszcze o torcie. Był lodowy z lodziarni. Magicznym sposobem, niczym na 1 maja w Moskwie, tak i na 12 sierpnia zawsze jest ładna pogoda!

Wszystkiego najlepszego moja mała czarodziejko! 🙂