Krążąc miesiąc temu po czeskim Albercie zniosło mnie do działu z odzieżą. To samo, co u nas, to samo, to też to samo… I doszłam do bielizny i podkoszulków. Białe, męskie, klasyczne. W zawrotnej cenie, na nasze 3 zeta! Wzięłam rozmiar na Mieszka. Z perspektywy czasu, żałuję, że tylko jeden, ale dobre i to.
Koszulka już ozdobiona flamastrami do tkanin przez siostry. Serce w gwieździe – wzór niemalże biblijny to robota Łucji. A ten czerwony pasek serc i truskawek po lewej to dzieło Lilki 🙂

Jakby nie było Miecho z tymi gołymi ramionkami i z rękami uwalanymi kredą, wygląda niczym klasyczny pracownik pizzerii :)))


