- Wiesz mamo, najbardziej na świecie chciałabym być idealną mamą.
- A jaka to idealna mama, Łuczku?
- To taka, która kupuje dzieciom to co chce i zatrzymuje się z nimi na lody!
- Chodzi o to, że przejechaliśmy obok lodziarni i się nie zatrzymałam?
- Tak.
- Lilka, a jaka jest idealna mama dla Ciebie?
- Idealna to taka, która gotuje dzieciom to co lubią.
Myślałby kto, że takie jadki, bo tylko o jedzeniu marzą 🙂
O tym, że bycie mamą jest fajne piszę właściwie codziennie. To coś mnie trzyma (dzień w dzień!) do kupy i jest największą nagrodą i największym bonusem mojego życia. To również najtrudniejszy sprawdzian i najbardziej pouczająca lekcja. O ile my kobiety mamy nieznośny nawyk żałowania miliona rzeczy (koloru kupionej szminki, wyboru okolicy w której zamieszkaliśmy czy ostrej wymiany zdań w pracy), nigdy nie żałujemy macierzyństwa… Nie przychodzą mi dziś do głowy jakieś większe myśli. Cieszę się z kwiatka z opakowania z pasty do zębów (w centrum foto niżej) i laurek, które właśnie dla mnie powstają. I z tego, że zaraz włożę to marudzące, po licznych atrakcjach, towarzystwo do wanny i będę mieć zasłużone parę godzin wieczornej laby! :))

