Nie chce się gotować w upały, nie? Pomijając posiłki dla dzieci, dla których człowiek musi raz dziennie przy garach stanąć (by zrobić te kotleciki, albo leniwe), dla nas energii mi już brak. Idealne jedzenie na lato, to takie które stoi w lodówce, albo na kuchence i co ktoś jest głodny to podchodzi i sobie robi. Królują więc sałatki, których mistrzem jest Diabli. Zawsze są dwie. Klasyczna z dzikim ryżem i tuńczykiem i jakimiś kiszonkami oraz niespodzianka, jak ta ostatnia z łososiem i jajkami. Sam twórca mówi o nich, że mają tylko jedną wadę: jest ich za mało. Trudno się nie zgodzić 🙂
Sprawdzają się też tortille. Jest wielka patelnia na której można podgrzać placek, jest gar z pikantnym mięsem w sosie, jest torebka z mixem sałat i kukurydza. I tak krążąc wokół jedzenia myślę powoli o nadchodzących grillach, których chcemy w tym roku zrobić kilka!
<><<>><>
Nie znoszę wegetarian. W sferze przyjęć. Są jak trzecia córka w baśniach. Przywieź mi tato z podróży gałąź, która strąci Ci kapelusz. Albo: Przywieź mi kwiat, który spotkasz wracając do domu. Pod hasłem bezproblemowości powstaje największy problem. Ci mają to samo: Mną się nie przejmuj. Ja zjem sałatkę. Grill znaczy mięso! W zestawie towarzyskim na najbliższy mamy sąsiadów. I w tym parę vegańsko-wegetariańską. Pewno, że mogę olać i zrobić szaszłyki z pieczarek i cukinii oraz położyć je na osobnych tackach, ale czy to wypełni moją potrzebę imprezowego rozmachu???
